wtorek, 13 maja 2014

Las Iwana Iwanowicza (artysta tygodnia)

Miałam ochotę na coś klasycznego, staroświeckiego i doskonałego. Na coś jednocześnie dzikiego i urokliwego. Na las, drzewa, chmury. Malarstwo pejzażowe z XIX wieku nie cieszy się dziś szczególną popularnością. Nie ma tu pięknych sukienek, gołych bab, wielkiej pomysłowości impresjonistów. Na czym tu oko zawiesić? Na zieleni, na błękicie, na błocie, na konarach i liściach? Jest w tych obrazach coś rozczulającego. Jaka szczerość w podglądaniu przyrody, która pozwala widzieć ją taką jaka jest i człowieka w niej, a nie gdzieś obok czy ponad, przecież jesteśmy częścią tego świata, który tak radośnie unicestwiamy.

Cmentarz drzew, 1893

Wiedząc, że świat przyrody bywa okrutny, że czasem może niewidzialnie toczy swoje surowe życie, gdy chcemy w nim widzieć tylko harmonię i piękno, czasami ciężko jest przeboleć to, że w kulturze natura ulega dziwacznej przemianie. Staje się urocza, słodka, śliczniusia. Mówi się o harmonii jakby w oderwaniu od wiedzy o tym, że prawa przetrwania są raczej brutalne, a świat zawsze przepełniał ból i strach. Pejzaże Pieriedwiżników ukazują przyrodę, która potrafi być urocza, a jednocześnie pozostaje ciemną plątaniną życia. Nieożywiona materia, błoto, zimne i niedostępne niebo mieszają się z niewielkimi sylwetkami ludzi i oddanymi z większą uwagą zwierzętami. Baraszkujące w iglastym zakątku niedźwiadki są słodkie, ale nie mają w sobie nic z pluszowej zabawki.

Poranek w sosnowym lesie, 1886, Galeria Tretriakowska
Tak sobie myślę, że chyba nie jest łatwo wyrzec się naiwności w postrzeganiu przyrody lub poczucia obcości wobec niej. W jakimś sensie ułatwiają człowiekowi określenie siebie względem natury, także swojej własnej. Wychowałam się w miejscu, gdzie las był na wyciągnięcie ręki. I to nie byle jaki, naprawdę gęsty, taki, gdzie nie powinno się schodzić za bardzo z wydeptanych ścieżek, bo można się zgubić. Mimo to czasami jeszcze czuję się w lesie nieswojo. Gdy robi się ciemno, gdy zapalają się w nim setki oczu wiem, że jestem intruzem. Odchodzę z szacunkiem, ale i w pośpiechu.

Drzewa zwalone przez wiatr, 1888, Kijowskie Muzeum Sztuki Rosyjskiej

Las to patchwork różnych rodzajów materii - tej nieożywionej, tej, która jeszcze przed chwilą była żywa, tej, która tylko wydaje się być martwa. Cień, wilgoć, plamy słońca i szelest liści. Cisza i śpiew. Las szumi, ale bywa też cichy jak grobowiec.

Ciemny las, 1876, Sotheby's

Bohater dzisiejszego odcinka, Iwan Iwanowicz Szyszkin, miał gęstą, siwą brodę i umarł przy sztalugach. Jego studia natury są perfekcyjne, nie da się w nich dodać ani jednej gałązki czy obłoczka. Jego drzewa żyją, las oddycha.

W parku, 1897, Galeria Tretriakowska

Miał niełatwe życie. Ożenił się dwa razy i dwa razy został wdowcem. Jego synowie również zmarli przedwcześnie. Na jego płótnach nie ma nawet śladu tych tragedii. Są wyrazem afirmacji życia. Piszę tu sobie o szczerości wobec natury, a byli i tacy, którzy Iwanowi zarzucali "pocztówkowość", bo jego dzieła są pełne słońca, zieleni, radości. Tak właśnie jednak widział przyrodę i człowieka w jej otoczeniu. Nie tylko jako miejsce walki o przetrwanie, ale także chwil zadumy nad urodą świata.

Gaj, 1887
Zapraszam na spacer.

Deszcz w dębowym lesie, 1891

Las sosnowy, 1872, Galeria Tretriakowska

Wycinka lasu, 1867

Zima, 1890, Państwowe Muzeum Rosyjskie
Na dalekiej Północy, 1891, Kijowskie Muzeum Sztuki Rosyjskiej


Lasek dębowy, 1887,  10.000 Meisterwerke der Malerei

Leśna dal, 1884, Galeria Tretriakowska

Bór sosnowy, 1895, Dalekowschodnie Muzeum Sztuk Pięknych
Bagno. Polesie, 1890


Bukowy las w Szwajcarii, 1863

Granica lasu

Polana, 1896, Christie's

Brzezina, 1871

Polana, 1878, Sotheby's

Las liściasty, 1897, Państwowe Muzeum Sztuk Pięknych w Tatarstanie

Chata w lesie, lata 70-te XIX wieku, Regionalne Muzeum Sztuki w Doniecku (Ukraina)

(wpis automatyczny)

4 komentarze:

  1. Przepiękne! To nowy mój ulubiony wpis na Twoim blogu. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. na początku myślałam że to zdjecia.. jego obrazy zapierają dech w piersiach..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Za tę drobiazgowość w odtwarzaniu przyrody, drzew nie był zbyt doceniany na Zachodzie, gdzie przebywał wcześniej. Sam uważał, że to bardzo ważne. Dla mnie jego obrazy są trochę jak ślady medytacji. Musiał je tworzyć w wielkim skupieniu. To widać. Nie znam żadnego innego malarza, który malowałby mech w taki sposób, że kompletnie się nie nudzi patrzenie na zieleń w zieleni pomieszane z zielenią :D

      PS Byłoby mi miło, gdyby anonimki czasem zostawiły po sobie jakiś ślad imienia czy chociaż pierwszą literkę ;)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.