piątek, 30 maja 2014

Skazani. Ostatnie dni rosyjskiej arystokracji (Douglas Smith)

Co zrobiłby ostatni człowiek na świecie? Nie wiem, ale wierzę w to, że zostawiłby po sobie jakiś pamiętnik, jakieś zapiski. Nawet jeśli nikt nigdy tego by nie przeczytał. Myślę, że to silniejsze od nas. Chęć opowiadania. Gdy wyciągam z wielkiej historii biografie ludzi, pewnie odczuwam to samo, co archeolog, gdy wygrzebuje z ziemi jakiś mikry kawałek ceramiki czy powyginaną monetę. Jesteśmy pyłkiem we wszechświecie jako ludzkość, a jako jednostki nie znaczymy nic zupełnie. Jednak dla nas to "nic" to wszystko. Innego "nic" niż to nasze, nie mamy.

wtorek, 27 maja 2014

Subtelność i wdzięk (artysta tygodnia - Ohara Koson; drzeworyty shin-hanga)

Dziś chciałabym Wam zaprezentować świat kojących i nieco zamglonych wizerunków przyrody. Autorem pełnych spokoju, cichego drzeworytów, w których można odnaleźć ducha kontemplacji jest artysta zwany Ohara Koson, który trafił tu jako majowy japoński klasyk. Czasem bywa zabawnie, czasem egzotycznie, czasem poetycko. Jego dzieła są przykładem na wpływ sztuki zachodniej na japońskie drzeworyty. 

Ohara Koson, Papuga i owoc granatu, lata 30ste (Muller Collection)


sobota, 24 maja 2014

Potwory i atomowe strachy (Godzilla - historia i kaijū-eiga)

Czas rozkruszyć nieco snobistyczną atmosferę, która otoczyła kącik orientalny. Nie samymi drzeworytami człowiek żyje. Godzilla to uroczy płód japońskiej fantazji, potwór wielce vintage i dlatego zasługuje tu na chwilę uwagi. Poza tym, jestem prawdziwą fanką japońskich potworów. Mam takie nieartykułowane życzenie, którego nikt jeszcze nie spełnił (więc pewnie w końcu sama sobie je spełnię) - chciałabym mieć taką pluszową Godzillę albo chociaż tęczową Mothrę do przytulania. Może ktoś kiedyś odważy się mi kupić w prezencie zamiast perfum czy kwiatów :)

Tomoyuki Tanaka - producent pierwszego filmu o Godzilli, plan jednej z japońskich Godzilli (źródło)

wtorek, 20 maja 2014

Jak zmiksować ze sobą art deco, średniowiecze, barok i secesję, dorzucić baśń i folklor, przyprawić alchemią i polać sosem z dobrego poczucia humoru (artystka tygodnia - Sveta Dorosheva)

Ilustracje książkowe bywają piękne. Cudowne. Wśród nich bywają też takie, w których artysta zamyka cały mały świat, który chciałoby się wziąć ze sobą wszędzie. Mieć w kieszeni zaczarowaną kulę, do wnętrza której można się teleportować, gdy rzeczywistość staje się nie do zniesienia. Niektóre ilustracje są jak antyczna biżuteria. Cacka pełne uroczych szczególików, błyszczące setką odcieni klejnociki zakute w spatynowane zbroje z cennego metalu. Pozwoliłam sobie na ten ekstrawagancki, barokowy tytuł, bo pani Sveta rzuciła na mnie arabeskowy urok.


piątek, 16 maja 2014

Historia współczesnych Chin w kobiecym zwierciadle (Dzikie Łabędzie. Trzy córy Chin, Jung Chang), z małą dygresyjką

Wiedza dotycząca historii Chin nie jest moją mocną stroną, ale ostatnio nadrabiam braki. Oczywiście, znam fakty "mniej więcej", ale to właśnie Dzikie Łabędzie otworzyły mi oczy na wiele spraw. Możliwość spojrzenia na historię dwudziestowiecznego Państwa Środka od środka ;) i to z kobiecej perspektywy, na realia codziennego życia w ciągu kilkudziesięciu lat, gdy od czasu do czasu wybuchało szaleństwo (wojna, "polowania na czarownice", Rewolucja Kulturalna) są bezcennym doświadczeniem w trakcie lektury. Warto sięgnąć.

Reklama herbaty z modelkami w stylu shanghai girls

wtorek, 13 maja 2014

Las Iwana Iwanowicza (artysta tygodnia)

Miałam ochotę na coś klasycznego, staroświeckiego i doskonałego. Na coś jednocześnie dzikiego i urokliwego. Na las, drzewa, chmury. Malarstwo pejzażowe z XIX wieku nie cieszy się dziś szczególną popularnością. Nie ma tu pięknych sukienek, gołych bab, wielkiej pomysłowości impresjonistów. Na czym tu oko zawiesić? Na zieleni, na błękicie, na błocie, na konarach i liściach? Jest w tych obrazach coś rozczulającego. Jaka szczerość w podglądaniu przyrody, która pozwala widzieć ją taką jaka jest i człowieka w niej, a nie gdzieś obok czy ponad, przecież jesteśmy częścią tego świata, który tak radośnie unicestwiamy.

Cmentarz drzew, 1893

poniedziałek, 12 maja 2014

Netsuke - malutkie dzieła sztuki

Co prawda nadal piszę głównie dla siebie i paru znajomych - pamiętniczek wrażeń, zachwytów nad przejawami życia i sztuki - ale czasami odczuwam wielką potrzebę odkrycia przed kimś nieznanych obszarów, których urody sama doświadczam. Temu właściwie służy cały "kącik orientalny". Nie jest kierowany do wielbicieli Azji, takich jakimi się ich najczęściej widzi/definiuje w internecie*. Staram się pisać raczej tak, jakbym chciała "sprzedać" tradycyjną Japonię komuś, kto jej zupełnie nie zna. To jak uśmiechanie się do obcych ludzi na ulicy, podobno cecha zidiocenia, bo dziś należy być ponurym i cynicznym, wtedy podobno widać, że radzimy sobie w życiu... Myślę, że do netsuke ciężko się nie uśmiechnąć.

Kagamibuta w formie kwitnących chryzantem, The Fitzwilliam Museum

niedziela, 11 maja 2014

Niedzielna wróżka, raczej mało ortodoksyjna

 


Na fali popularności kobiety z brodą, przedstawiam wróżkową wersję :D

________________________________________________________________________________
W tym tygodniu jestem raczej nieobecna na psocie (zostawiam wpisy automatyczne), więc pozwolę sobie zaprosić na poprzedni WPIS (ciekawe jak wypali ten link :D), gdzie zostawiłam ślad tej tak bardzo oczekiwanej prywaty, ale przede wszystkim zapowiedzi ;)

środa, 7 maja 2014

Zmiany na blogu

Jeśli macie wrażenie, że moje blogi są stale w budowie, to macie dobre wrażenie :D Przyznaję, że nazbierało mi się przez ostatnie pół roku mnóstwo wpisów, których jeszcze nie opublikowałam. Nie miałam czasu przysiąść do bloga tak porządnie, jak chciałam. Tłumaczyłam się już z tego, że nie chciałabym, żeby to miejsce zamieniło się w taki prywatny codziennik-bajzel, a właśnie w tym kierunku to szło i stąd narzuciłam sobie pewne ograniczenia dotyczące prywaty. Zadziwiła mnie ilość osób, które chcą tu oglądać moją twarz i czytać różne bzdurne wpisy o mnie :D Cóż. Ograniczam, jak powiedziałam, a jednocześnie nie wyrzucam jednak w całości. Postanowiłam przerzucić tu na powrót część zainteresowań, które związane są ze starociami* i w jakiś sposób mnie inspirują na różnych płaszczyznach. Myślę, że odsłanianie duszyczki w taki sposób wypełni lukę po tym, czego już nie będzie** i nie będziecie narzekać na brak Absyntu w Absyncie (w przeciwnym razie, proszę pisać do jakiegoś Ministerstwa Wróżek czy coś, ja już nic nie poradzę ;)).

Nawiązując do dziedziny prywatnej - pogoda zawsze bezpieczny temat - zostawiam Was z wizją, jaką ma każdy ogrodnik przy takiej aurze, jaką obecnie mamy w Polsce (w moim przypadku ogrodnik balkonowy). Można wyjechać nawet na słoneczną wyspę, ale jak się wróci, ślimaki i tak będą czekać :D

Montpellier, Bibliothèque interuniversitaire. Section Médecine, H 418, detail of f. 107v. Institutes of Justinian, XV wiek
_________________________________________________________________________________
*Po to otworzyłam wcześniej drugiego bloga, zresztą z bardzo poważnym zamysłem prowadzenia notesu kostiumologicznego (ale notatki z tego zakresu się same uporządkowały zanim mi się zechciało zabrać porządnie za blogasia). Opanowała go tematyka fotografii i takim go właśnie zostawiam: przeszłość uchwycona w kadrze. Wszystkie inspirujące starocia trafiają więc znów tu, do czarownicowego kociołka pełnego wszelkiej dobroci.

**Po przeczytaniu ponownie paru mejli i po rozmowie z paroma osobami, z prywaty usuwam przede wszystkim zbyt osobiste wpisy (w sumie w dużej mierze zrobiłam to wcześniej), także i te w których piszę o swoich podróżach, codzienności, o tym, co robię aktualnie albo planuję. Będę się pojawiać, będą się pojawiać moje kąty, czasami napiszę coś o miejscach, w których bywam, ale to wszystko w ramach tematyczno-estetycznych bloga (baśniologia, naturologia, kulturożerczy Absynt, inspirujące starocia), bo to są również główne ramy, w których tkam sobie bajkę w swoim zwyczajnym życiu.

niedziela, 4 maja 2014

Niedzielne wróżki - wróżki z Cottingley

Dziś chciałabym Wam napisać o pewnych zdjęciach, które chyba wszyscy znają ;) W sumie, to nie będę jednak o nich pisać zbyt , bo więcej sobie pozwolę przy okazji pewnego literackiego śledztwa, o którym zaraz. Przede wszystkim chciałam Wam polecić film oparty na tej historii. Słynne fotografie rzekomych wróżek wykonały dziewczynki, Elsie Wright i Frances Griffiths w latach 1917-20(21). Zdjęć jest pięć, a w całą sprawę z wróżkami zamieszanych było kilka wyjątkowych osób, z których najciekawszą postacią jest dla mnie A. Conan Doyle i to właśnie jego udziałowi w tej nadprzyrodzonej aferze poświęcę swoje nowe literackie śledztwo.