czwartek, 10 kwietnia 2014

"Charlotte Brontë i jej siostry śpiące" Eryka Ostrowskiego

Ostatnio rodzeństwo Brontë to mój mały bzik, a zwłaszcza Angria stworzona przez Charlotte i jej brata (jeszcze  nie odważyłam się na wpis, ale może kiedyś...). Ta książka będzie mi służyć za przyjemny przewodnik w nowej literackiej wyprawie. Już jestem spakowana, już znam dzieła sióstr na tyle, by z tymi moimi skromnymi walizeczkami się nie pogubić. A lektura to na swój sposób kontrowersyjna, budząca sprzeczne emocje.




Tę biografię (która w zasadzie nie jest biografią), mogę na tym etapie lektury, na którym jestem, określić za dość nierówną. Moja recenzyja również będzie nierówna, to ten typ zjawiska, gdzie nie do końca wiadomo co się myśli. Piszę "na tym etapie lektury", bo to jedna z tych książek, które się czyta zarazem jednym tchem, jak i ma niedosyt i wraca się do pewnych przypisów, bibliografii itp. Praca Ostrowskiego momentami jest tak pięknie napisana, raczej jak opowieść z dygresjami, a nie książka "naukowa", że ma się wrażenie czytania długiego eseju. Z jednej strony to smaczna zaleta, ale i coś oczywistego, gdy za pisanie o tajemniczych damach literatury bierze się poeta. Można mieć panu Ostrowskiemu za złe ten właśnie literacki nastrój, gdy szukamy faktów i przekonujących argumentów, co szczególnie ważne przy tak kontrowersyjnej tezie, jakiej przyklaskuje autor. Kto jest autorem powieści pozostałych sióstr - czy aby nie Charlotte? Ta kontrowersja nie jest niczym nowym. Wiele faktów z życia rodzeństwa Brontë intryguje czytelników od dawna. 

Jak wskazuje tytuł książki Ostrowskiego, nie poświęca on uwagi jedynie Charlotte, chociaż to ona wysuwa się na pierwszy plan. Z wielką ostrożnością, wnikliwie i przekopując się przez niektóre wątki tej smutnej i enigmatycznej opowieści, jaką są losy rodzeństwa, więcej niż raz, Ostrowski znakomicie spełnia się w roli literackiego detektywa. To zaskakujące przy wspomnianym poetyckim nurzaniu się w uroku tajemnicy sióstr. Ich życie splątało się z twórczością. Podróżowanie z ledwo tlącym się ognikiem po ciemnych korytarzach tego labiryntu jest kuszące dla czytelnika i dla pisarza. Natomiast osoba, która chciałaby podejść do sprawy naukowo albo po prostu zaspokoić swoją ciekawość (bardzo brzydka przypadłość wielbiciela, no, ale cóż...) wpada na ścianę. Ba, wpada na lity mur niedopowiedzeń i obietnic, jakie zdają się kryć w zakrętasach losów sióstr i ich brata. Branwell Brontë, o którym się rzadko wspomina, też ma swoje 5 minut w tej książce i był dla mnie swego rodzaju odkryciem. Okazuje się, że Charlotte była czasami bliżej brata niż sióstr i można powiedzieć, że w jakimś sensie stanowili osobne rodzeństwo. Ostrowski zwraca też uwagę na to, że Charlotte postrzegana przez jej współczesnych jako delikatna, wzbudzająca uczucia opiekuńcze kobietka miała w sobie więcej "męskiej" natury niż Emily, której powszechnie się przypisuje tę właśnie cechę. Książka jest pełna takich drobnych odkryć, które wyglądają raczej na wnioski niż na fakty, ale to nic nie szkodzi. Są wyśmienite, podane w zachęcający do własnych poszukiwań sposób.

O siostrach Brontë zdaje się, że wiemy dokładnie tyle, ile chciała nam przekazać najstarsza z nich. Ona sama była najbardziej znana, najmniej tajemnicza i siłą rzeczy to od niej zaczynają się wszelkie domysły, co do okrytych enigmą szczegółów życia, charakterów i jak się okazuje, także wyczynów twórczych sióstr. Dzięki perspektywie Ostrowskiego sama Charlotte wydaje się niezwykle ciekawą osobą. Pełną sprzeczności, niezwykłą, a przy tym chcącą uchodzić za kogoś, a naprawdę będącą kimś nieco innym. Na tej intuicji - że Charlotte Brontë to kreacja - Ostrowski buduje swoją opowieść z kluczem. Fakty i detale losów mają otworzyć nam drzwi do prawdziwej Charlotte. Niestety, podstawą jest właśnie intuicja. Czarująca i wodząca po bezdrożach. 

Ostrowski zdobył się na wielki wysiłek. Praca, którą włożył w powstanie tej książki robi wrażenie*. Jej walory literackie są również warte uwagi. To nieźle opowiedziana historia, dlatego nie nazwałabym jej biografią. Mam wrażenie, że ta gładkość czytania, która bierze się z urody języka, jakim poeta opowiada o Brontë, przesłania niedosyt wiedzy, jaki można odczuć dość konkretnie. Nie twierdzę, że oczekiwałam iż autor tonem wyroczni oświadczy, że to Charlotte, nie Emily, napisała Wichrowe Wzgórza. Doceniam również ten wspomniany ogrom pracy, którą włożono w to przedsięwzięcie, by wyciągnąć z historii rodzeństwa wszystkie co ciekawsze wątki. Mam jednak poczucie, że porywająca narracja tkwi w tej książce jakby osobno, z daleka od tkanki faktów. Nie łączy w jednolitą opowieść smakowitych fakcików i domysłów. Nadal widzę pstrokatą układankę i zamglony rysunek sylwetek sióstr i brata w tle. Może należałoby określić tę książkę jako biografię eseistyczną? Wielbicielom literatury XIX wieku i oczywiście, wielbicielom sióstr mogę polecić z czystym sumieniem. Jeśli ktoś nie zetknął się zbyt blisko z twórczością Brontë może również, po przeczytaniu książki Ostrowskiego, poczuć się zachęcony, by nadrobić literackie braki, ale nie otrzyma tu dawki solidnej, poukładanej biografii.

* 600 stron, na których znajdziemy: nie tłumaczone dotąd na język polski listy Emily i Anne, ryciny, zdjęcia, dokumenty, akwarele. Warto też odnotować, że książka jest również świetnie wydana: twarda obwoluta, wysoka jakość papieru, kalendarium rodzinne itp.

3 komentarze:

  1. Bardzo byłoby fajnie gdybyś wróciła do tego typu wpisów, które kiedyś robiłaś o Mary. Czekam na twoje literackie podróże! Pamiętam, że pisałaś, że nie znajdujesz czasu na tak pogłębione poszukiwania :D ,ale teraz już chyba znajdziesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Produkuję na tym blogu zrywami. Tak. Też lubię tego typu wpisy, ale trzeba do nich przysiąść solidnie i zebrać do kupy różne notki. Tu podobnie jak z bibliografiami mam - kupa danych, zero chęci zebrania tego w sensowną całość.

      Usuń
  2. Moją ulubioną książką o rodzeństwie Bronte jest "Na plebanii w Haworth" Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Mój domowy egzemplarz jest doszczętnie zaczytany.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.