poniedziałek, 17 marca 2014

Rysa, rana, blizna



Nie planowałam tego. Nie planowałam tego, że moje życie i moje myśli po raz kolejny się zmienią. Nie planowałam tego, że obudzę się w środku nocy z takim wrażeniem, że wiem już coś, co powinnam była wiedzieć wcześniej, że do czegoś dojrzałam, że poczuję w sobie taki spokój, jakiego nie znałam, pewność, jakiej nie potrafiłam sobie wyobrazić.

Japończycy kiedyś wymyślili sobie takie śmieszne słówko. To słówko to wabi-sabi. Mówi się, słusznie chyba, że nie da się tego terminu przetłumaczyć na inne języki tak, by oddać w pełni jego znaczenie. Wśród wielu przybliżeń istoty tego terminu i kilku elementów, które na wabi-sabi się składają jest "piękno/doskonałość niedoskonałości". Zwykłe kamienie są piękne, bo każdy jest inny. Mają swoje rysy, są z jednej strony prawie doskonałe, z drugiej już nie bardzo. Tu jakiś dołek, tu żyłka. Nawet wypolerowane przez wodę, na pierwszy rzut oka okrąglutkie idealnie, razem dają obraz różnorodności i niedopasowania. Liście. Niby wszystkie takie same, a tak się między sobą różnią. I tak o pięknie myśli się w kulturze, która od wieków hołubiła precyzję i dokładność, czystość formy i dążenie do perfekcji. To dało mi do myślenia.

Japończycy kiedyś wymyślili sobie coś jeszcze, co też związane jest z wabi-sabi. Ostatnio stale się natykam się w sieci na zdjęcia i opisy z tym związane, więc polecę teraz banałem. Kiedy spadnie i uszkodzi się mniej lub bardziej cenna misa, Japończycy zamiast lać łzy i wyrzucać kawał pięknej roboty albo próbować skleić i zatuszować, odrestaurować i udawać, że "nic się nie stało" i "przywrócono dawną świetność" lub chociaż dokonać dalszej destrukcji w imię nowej konstrukcji (czytaj: recykling, a może upcykling) robią coś przedziwnego. Pęknięcie zostaje potraktowane w taki sposób, że blizna staje się złota lub srebrna*. Żyłą szlachetnego metalu zaczyna płynąć nowe życie misy.

źródło
Myślałam o tym, gdy sobie leżałam w ciemności, a w drugim pokoju zegar leniwie odmierzał minuty do świtu. Mam taki zegar, który gada w nocy ;)

W pewnym momencie ja, ceramiczna misa, chcąca śpiewać, jak sądzę, zaczęłam w kilku miejscach pękać. Trochę to trwało, a ja starałam się jakoś odratować swoje popękane istnienie. Trzymałam się i wydawało mi się, że o to właśnie chodzi.

Dążyłam do doskonałości, bo kto nie dąży. Starałam się rozumieć czym jest, nie wpaść w bezmyślny pęd do perfekcji i myślałam, że o to właśnie chodzi. O to chodzi? Nie.

Przegrałam z tym dążeniem, bo kto nie przegrywa. Wydawało mi się, że rozumiem doskonałość, myślałam o niej na sposób "wschodni", czytałam sterty mądrych ksiąg. Rywalizację zastępowałam myśleniem o ściganiu się z samym sobą. Zewnętrzne oznaki lepszości, statusu, powodzenia starałam się omijać, nie iść w tym kierunku i budować z sobie zależności od tępej konsumpcji, od bycia na pokaz. Starałam się hodować w sobie samozadowolenie niezwiązane z aprobatą innych. To jednak nadal nie było to coś, co sprawiałoby, że człowiek czuje się tak zupełnie na miejscu w swoim życiu.

A to wszystko jest takie proste. Dopiero, gdy naczynie pęka, pęknięcie napełnia się złotem.

źródło

źródło


*Technika ta nazywa się kintsukoroi. Dziś tworzy się również wiele przedmiotów inspirowanych tą techniką, ale wykorzystując inne sposoby uzyskania zamierzonego efektu: biżuterię, rzeźby, obrazy itp.

8 komentarzy:

  1. o rany, to mi tak Jungowsko też się kojarzy, z tym drzewem, które koroną może sięgnąć nieba, jeśli jego korzenie podjadły ogni piekielnych, czy coś w tym stylu, jestem z dala od tej książki, ale na pewno wiesz, o co mi chodzi,. i ja wiem, ocb z misami i złotymi rysami. to jest piękne, cieszę się, że potrafisz się z tym utożsamić, to ogromny spokój dla ducha.

    co innego, z gadającym zegarem, ja bym nie mogła mieć takiego, czasami dopadają mnie takie lęki, że lepiej aby nic już mi ich nie potęgowało, gadający zegar to zawał na miejscu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale on tak fajnie gada :D Lekko połamane tykanie zegara koi jakoś, nie wiem, kojarzy mi się chyba ze starym domem...

      Jung jak najbardziej. Mile widziany :D

      Usuń
  2. Czytanie tego postu było naprawdę pasjonujące. Nigdy nie słyszałam ani o vabi-sabi, ani o tych popękanych misach... a to jest naprawdę mądre. Chyba właśnie skłoniłaś mnie do głębszej refleksji nad życiem :D

    OdpowiedzUsuń
  3. I tak oto, jak na prawdziwą wróżkę przystało, zaskakujesz w miejscu, w którym się zaskoczenia nie spodziewałam ;)
    Chociaż w sumie, to spodziewałam, skoro utożsamiam Cię z prawdziwą wróżką.

    Mój Ty mądry, niekonwencjonalny Absyncie. Jesteś całkowicie unikatowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spłoniłam się na czerwono aż po same czubki uszu i co teraz z moją zielonością? :D

      Usuń
  4. Moja Ty kochana mądra głowo!
    Em

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje Ty cytowanie prawie koleżanki wyżej :D Przy komplementowaniu damy należy być oryginalnym :D

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.