poniedziałek, 3 marca 2014

Dobry smak, klasa i styl po japońsku, czyli trochę o kimonach

Tradycyjne japońskie podejście do wartości estetycznych znajduje swoje odbicie nie tylko w tym, co zwykliśmy nazywać sztuką - w malarstwie czy architekturze. Znajdujemy je również w "sztuce" serwowania dań (przynajmniej, jeśli się przymknie oko na dzisiejsze bentowe "kawaii" - chociaż na dobrą sprawę i ono ma swoją własną tradycję) czy kształtowania krajobrazu. Charakterystyczne są dla niej umiłowanie prostoty (geometrii, płaszczyzn barw, czystych kształtów i linii) i postrzeganie piękna jako ulotnego (wręcz sama ulotność staje się wtedy wartością estetyczną). W dawnej Japonii do rangi sztuki i to szczególnej, bo oddającej tak doskonale charakter rozumienia piękna, urosły ceremonia picia herbaty czy układanie kwiatów. Tradycyjną kulturę japońską przepełnia uwielbienie dla piękna przepływającego, piękna chwili. Przenika ono do prozy życia, do zjawisk nawet tak powszednich jak ubiór. I o tym właśnie będzie dzisiejszy wpis.


Kosen-san, Till Scheel
Dawno temu, wtedy, gdy Absynt był niewinnym studęciem, ktoś przy nim określił buddyzm jako religię "filozoficzną", opartą na racjonalności*. Pisałam kilka miesięcy temu, że interesowałam się religiami Wschodu (tak się zwykło staroświecko to określać, a że ten blog jest staroświecki, nie mam zamiaru rezygnować z takich ładnych, zakurzonych określeń) jeszcze jako dziecko, gdzieś na styku podstawówki i liceum. Przytoczony cudzy pogląd wydał mi się strasznym, niecnym uogólnieniem. Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, jak łatwo ludzie ulegają czarowi generalizacji. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy do głosu dochodzą dwie okoliczności: gdy mowa jest o kulturach odległych, słabo znanych, egzotycznych i gdy zwyczajnie generalizacja nam pasuje - taka potrzeba chwili.


Zastanawiałam się niejeden raz nad różnicą, jaka rysuje się w podejściu Japończyków i Europejczyków do wartości. Oczywiście, już tu uogólniam, bo kto to jest Europejczyk? Myślę, jednak, że zwracając uwagę na ciągłość pewnych podstaw światopoglądowych, myśli, idei można mówić w sposób ogólny o Europie jako pewnej jednolitej całości. Podobnie z kulturą japońską. Tu też kusi pewna generalizacja, wydaje się być usprawiedliwiona. Zwłaszcza, jeśli chodzi o japońską estetykę, która w naszym kręgu kulturowym nieraz powiała i jeszcze powieje czymś świeżym i innym. Uwodzicielskim.

*Oczywiście, buddyzm rozumiany ogólnie nie jest religią opartą na racjonalności, nawet jeśli jego wyabstrahowany rdzeń tak właśnie słusznie jest postrzegany. Jeśli mówimy o buddyzmie ogólnie, to trzeba zaznaczyć, że istnieją jego regionalne odmiany, ludowe wierzenia z nim związane. Wiara w bóstwa, byty nadnaturalne, wyrocznie - to również jest buddyzm.

Szaty pór roku


Myśląc o kimonie zazwyczaj mamy przed oczyma obrazek z nowożytnej Japonii, której "styl" (tak to niefortunnie określmy) dzisiaj postrzegany jest jako ten tradycyjny w Japonii. Japonki ubierając się współcześnie w kimono, odwołują się właśnie do tradycji nowożytnej, ale żywot kimona sięga oczywiście głębiej w dzieje japońskiej kultury.

Styl jūnihitoe (Athena-Erocith)

Pewne określone zasady stylu istniały już w wczasach cesarskich dam dworu, w okresie Heian (VIII-XII wiek). Ówczesne kimono było inne niż kimona gejsz, a już na pewno różniło się od współczesnych stylów*. Dziś można zobaczyć, jak wyglądały ówczesne elegantki chociażby na lalkach wystawianych z okazji hina matsuri (Święta Dziewczynek).

Lalka wystawiana z okazji Święta Dziewczynek (to nie poduszki, to warstwy stroju)


Szaty z tego okresu noszono w specyficzny sposób. Styl ten określany jest jūnihitoe (12 warstw lub 12 warstw i hitoe). Warstw szat wcale nie było 12. To tylko symboliczna liczba w nazwie. W rzeczywistości warstw mogło być od kilku do nawet kilkudziesięciu. O ich ilości decydował charakter stroju, to czy był mniej czy bardziej oficjalny. Szaty szyto w specjalny sposób tak, aby kolejne warstwy nie przysłaniały całkowicie spodnich. W ten sposób każda z warstw w innym kolorze/odcieniu, o innym wzorze czy hafcie była widoczna. Można mówić o niezwykłej kulturze koloru, która wykluła się w wytwornych realiach cesarskiego dworu. Estetyka pewnych zestawień barwnych, związana z tradycyjnym strojem japońskim, przetrwała długie stulecia. Na dobrą sprawę do czasów dzisiejszych.  W czasach, gdy ton kulturze japońskiej nadawał cesarski dwór, stworzono zestaw zasad dotyczących doboru koloru szat. Tak naprawdę o sukcesie wizerunkowym, a co za tym idzie, towarzyskim, decydowała jednak umiejętność stosowania tych reguł w praktyce. Dobry smak oznaczał niezwykłą zręczność połączenia zasad ubioru związanych z pozycją na dworze, wiekiem, okazją, wrażeniem jakie chce się wywrzeć i z okolicznościami... przyrody.

Detal stroju w stylu okresu Heian
Wysublimowanie i wyczucie świadczyły o osobowości noszącej strój kobiety. Szaty stały się nośnikiem treści ukrywanych za parawanem**. Wykwintną elegantkę cechowała wrażliwość, nie tylko znajomość obowiązujących zasad. Jednym z podstawowych zagadnień stylu było dobranie stroju do pory roku. Przestrzegano określonych reguł, które do dziś mają na celu porządkować kolorystykę kimon. Bezpośrednio czerpane z przyrody "cytaty" uważane były za wyraz prostactwa, ale przecież należało nawiązywać do tego, co aktualnie działo się w przyrodzie. To ci dopiero wyzwanie! Istniały określone dla wiosny czy jesieni zestawy, często o poetyckich nazwach. W okresie Heian dobierano kolorowe warstwy stroju na trzy różne sposoby. Pierwszy z nich oznaczał wybór jasnych, wyblakłych barw. Drugi przejście od tonacji jasnych do ciemnych, a trzeci odwrotnie (z odmianą przejścia od ciemnych odcieni jednego z kolorów do ciemnych odcieni drugiego).

Współczesna prezentacja wielowarstwowego stylu

źródło

Wszystkie warstwy stroju mogły ważyć nawet 15 kilogramów (warto tu dodać, że pełny "rynsztunek" gejszy też do lekkich nie należał). Nakładanie szat związane było z całym ceremoniałem, gdy służący musieli odpowiednio się zachowywać względem ubieranej osoby i trwało godzinę lub niewiele krócej. Co ciekawe, samo zdjęcie tych wszystkich połaci materiału zajmowało już tylko chwilę. Zapis takiego błyskawicznego oswobodzenia się z kolorowych szat zawiera Genji monogatari.

Dziś nadal obowiązują zestawy dopasowane do pór roku, ale warstwy szat ograniczają się zazwyczaj do dwóch plus kołnierzyk w innym kolorze. Współcześnie sposób dobrania warstw stroju nie decyduje już o tak istotnych rzeczach, jak utrata wpływów na cesarskim dworze. Oczywiście, w okresie Heian tak wyrafinowany sposób obchodzenia się z ubraniami dotyczył jedynie członków dworu, a nie zwykłych ludzi.

Kwitnące wiśnie i wiosenne kimona (źródło)

*Przede wszystkim nie noszono w tym czasie pasa obi. Krój szat był również inny. Pod spód zakładano warstwy bielizny kosode i hakama (spodnie). Na to nakładano szatę uchiki i uchiginu (wyrazista faktura i jednolity haft). Następnie uwagi (zdobiona). Strój wykańczano szatą karaginu, która była krótsza od reszty, sięgała bioder i trenem mo. Ogólnie można powiedzieć, że kimono z tego okresu wzorowane były na strojach chińskich.

**Dama przebywająca w miejscu publicznym w trakcie spotkania siedziała schowana za parawanem i widoczne były zza niego właśnie jedynie fragmenty wielobarwnego stroju.




Z cesarskiego dworu do świata kwiatów i wierzb, a potem jeszcze dalej

Stroje z epoki Heian wylądowały w muzeach i filmach, ale współcześnie nadal sięga się po inspiracje płynące z ówczesnego stylu dworskiego, nie tylko w ramach rekonstrukcji historycznej.  Poza tym, że wykorzystywane są przy okazji festiwali, bywają noszone podczas wyjątkowych wydarzeń, które dotyczą rodziny cesarskiej. Podczas ślubu księżna Masako ubrana była w strój dworski w trakcie oficjalnej części ceremonii. W czasie intronizacji cesarza Akihito w 1990 roku zdaje się, że cesarzowa i damy dworu miały na sobie stroje inspirowane wielowarstwowym stylem, ale była to już odmiana późniejsza niż ta z okresu Heian (z czasem ilość warstw się zmniejszyła czego można było się spodziewać wcześniej czy później).

Księżna Masako podczas ceremonii ślubnej

Świat kwiatów i wierzb - pewnie spotkaliście się niejeden raz z takim określeniem tajemniczego (po dziś dzień!) środowiska gejsz. To temat na zupełnie osobny wpis, a właściwie na całego osobnego bloga. Tu wystarczy powiedzieć, że gejsze nadal istnieją. O ile dobrze orientuję się w temacie, to nadal dość drogi interes i nadal ich usługi* są zarezerwowane właściwie dla określonych grup społecznych. Nie znaczy to, że jedynie gejsze kultywują tradycję noszenia kimon. 


Sakura Fubuki (Deszcz kwiatów wiśni), 1940 (maiko)

Furisode, XIX wiek, The Museum of Fine Arts, Boston; Furisode to najbardziej uroczyste kimono dla niezamężnych kobiet. Ma wyjątkowo pokaźne rękawy, jest wzorzyste. Zakłada się je przy szczególnych okazjach. Furisode noszone jest podczas ceremonii dojrzałości (Seijin-shiki), a także ślubu i wesela (przez niezamężne krewne panny młodej).

Kimono letnie, późny XIX wiek (Edo), MET Museum (Abby Aldrich Rockefeller, 1937)

Szata z początku XIX wieku, Muzeum Suntory, Tokyo

źródło

Furisode

Społeczeństwo japońskie ulegało przemianom, a razem z nim rola kimona. Najpoważniejsze zmiany zaszły w XX wieku. Kiedyś pewne rzeczy były na porządku dziennym, współcześnie stały się one znakiem wierności dawnym ideałom, odwołania się do starej Japonii. Kultywowanie tradycji związane jest ze świętami i specjalnymi okazjami (np. ze ślubem). Po II wojnie światowej Japonia ulegała westernizacji i jak kiedyś czymś powszechnym było noszenie tradycyjnego stroju, tak dziś jest dokładnie odwrotnie, chociaż powoli wraca się do noszenia yukat i kimon letnich. Japończycy sięgają chętnie po kimono w ramach wyjątkowych wydarzeń, ale nie znaczy to, że nie noszą ich tak po prostu, z miłości do tradycji. Można jednak śmiało powiedzieć, że garnitur pracownika korporacji w pewnym momencie stał się w większym stopniu znakiem rozpoznawczym Japończyka z wielkiego miasta niż kimono, a przecież szyk i dobry smak związany ze strojem rozkwitały swego czasu właśnie w mieście, w dzielnicach rozrywki.


Japonka w stroju europejskim - Kiyokata Kaburagi, Kobieta i białe łabędzie, 1906  (możliwe, że to wyobrażenie artysty o kobiecie z naszego kręgu kulturowego - kwestia nosa zazwyczaj rozwiązuje w sztuce japońskiej takie dylematy, a ten tu jest blisko "europejskiego wzorca", ale nie zmienia to faktu, że Japonki nosiły stroje zachodnie i  że Japonia ulegała westernizacji)


Nakładanie stroju ślubnego z dość już wiekowego czasopisma

Poglądowy rysunek w temacie kimona współczesnego


Na powyższych ilustracjach możecie zobaczyć jak wygląda sprawa współczesnego kimona, które Japończycy noszą przy specjalnych okazjach oraz wtedy, gdy chcą nawiązać do tradycji. Zasady dotyczące ubierania się w kimono dotyczą również najpopularniejszego stroju, który często jest mylony z kimonem właściwym, czyli yukaty, która przeżywa w Japonii swoisty renesans. Można przy yukacie darować sobie tabi oraz specjalną bieliznę. Niepotrzebny jest kołnierzyk. Dodatki dobieramy jak do kimona letniego, bo yukata to strój na zdecydowanie ciepłe miesiące. Współcześni Japończycy, znani ze swojego zamiłowania do mody, miksują tradycyjny styl z nowoczesnymi i "zachodnimi" elementami takimi, jak kapelusze czy buty na obcasie. Pisanie o samych strojach, ewentualnej rekonstrukcji i stylu przekracza ramy tego bloga, więc w tym miejscu sama sobie przerwę. Natomiast do zagadnienia szyku i wyrafinowania, które dotyczyło wielkich dam z dzielnic rozrywki (kurtyzan i gejsz) kiedyś mam nadzieję jeszcze powrócić.


Wiosenne kimono (źródło)

*Mam nadzieję, że ten tekst czytają osoby, które wiedzą, że gejsze to nie prostytutki. Ba, mam nadzieję, że również moi czytacze odróżniają luksusową kurtyzanę japońską od panienki negocjowalnego afektu. Przy okazji chciałam jeszcze tylko powiedzieć o czymś jeszcze. Często się spotykam ze sformułowaniem "być jak gejsza", które ma sugerować kobietę podległą mężczyźnie we wszystkim, zależną. To powszechny błąd w postrzeganiu gejsz. Że tak powiem: niesprawiedliwy ich osąd.

Korzystałam z artykułu Joanny Zakrzewskiej zatytułowanego "Róż pączków wiśni i zieleń młodych traw" (Torii, nr 19, grudzień 2013)

4 komentarze:

  1. Wspaniały i bardzo ciekawy wpis, Absyncie. Co do buddyzmu to rzeczywiscie podawany on jest w formie ateistyczna eko-mama friendly z pominieciem wielu ciekawostek takich jak Kuan Yin czy inne bostwa :P
    A co do samych strojow aaa przepiekne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuś :D

      Z buddyzmem oswajałam się od bardzo dawna. Przerobiłam wiele różnych podejść, społeczności. Ostatecznie czasami mówię o sobie "niezrzeszona buddystka", co jest raczej metaforą niż realnym określeniem światopoglądu/religii :D Da się wyciągnąć z buddyzmu pewną esencję, to dlatego lgną do niego ludzie nauki, fizycy, ścisłowcy, ale czy to jest jeszcze religia? Czy spełnia faktycznie religijną potrzebę? Mi się wydaje, że w porównaniu z buddyzmem na jego własnym terenie, ukorzenionym w starych wierzeniach słabo tak jakoś nazywać tę wypolerowaną wersję religią ;) A potocznie jest postrzegany jako religia bezwzględnej dobroci, miłości do zwierzątek i braku boga (Boga) - tak jak mówisz. Ewentualnie myli się ludziom z jakimiś sektami :D Co ciekawe, gdy buddyzm zainteresował Europejczyków, na samym początku postrzegano go raczej właśnie jako świat cudów, mistyki i różnych tajemniczych orientalnych utopii ;)

      Usuń
  2. Cuuuudny wpis!

    Olin

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.