wtorek, 11 marca 2014

Artystka tygodnia - Anne Siems

Moi drodzy, chciałam dziś Wam pokazać wycinek z niezwykłej twórczości Anne Siems (która prywatnie jest przemiłą osobą ;)) Tak to już jest z blogami, że są jak skrawek gazety z przypadkowym zapiskiem, jak wyrwana kartka z notesu, gdzie między bazgrołami czasami zaplącze się jakaś ważna myśl.

Plant Wisdom, 2012
Na jej oficjalnej stronie znajdziecie więcej informacji i prac.

Obecnie zagłębiam się w literaturę sióstr Brontë (momentami jest to nurkowanie ekstremalne, bez odpowiedniej aparatury, bo ja skrzeli do pływania w tej cudownie gęstej wodzie jeszcze nie wykształciłam) i te obrazy spadły mi z nieba :D Znałam je wcześniej, ale nie znałam autorki.

Friendship, obrazy z lat 2009 - 2010

Prace Anne to niesamowite portrety-duchy, kadry wycięte jakby ze snu. Barokowy przepych przyrody unosi na sobie pulsujące życiem, szkliste formy. Gdy na nie patrzę, mam wrażenie, że oglądam sen roślin i zwierząt, o nas, o ludziach. Oniryczne, ulotne formy zostają nałożone na krajobraz jak smugi zastygającego dymu i rozkrzewiają się, rozkwitają.

Suddenly while Reading, 2011

Sama artystka opisuje ewolucję wyobrażeń, które na dzień dzisiejszy przyjęły kształt tajemniczych, pięknych portretów, scenek z kobietami, dziećmi, fauną i florą.. Przywołuje przy tym źródła inspiracji, które, tak myślę, są dla nas czytelne już na pierwszy rzut oka. Czy patrząc na te obrazy nie macie wrażenia, że już gdzieś to widzieliście? Nie dokładnie w takiej samej formie, na paru obrazach, w książkach, w atlasach roślin i ptaków. Doświadczenie, dzięki któremu oglądamy się w sobie samych wstecz, do ciemnych miejsc w pamięci, to również rzecz charakterystyczna dla tej nieokreślonej tkanki, z jakiej ulepione są sny.

Looking Back, 2009 - 2010
Wolf Girl, 2012
 Przetłumaczyłam dla Was fragmenty tego, co napisała Anne o swoich pracach (dość dowolne tłumaczenie ;)):

"W 1991 roku po zakończeniu Hochschule der Künste w Berlinie przeniosłam się z Niemiec do Seattle. Podczas gdy w Berlinie miałam duże studio i pracowałam w wielkiej skali, mój pokój pełen był abstrakcyjnych rysunków organicznych form.

W Seattle miałam małe biurko i trochę miejsca na ścianie. Zaczęłam pracować na woskowanym papierze z odzysku, za pomocą pióra, atramentu i farb akrylowych. Wyobrażenia stały się bardziej precyzyjne. Wiele delikatnych obrazów nałożonych na rysunki w podobny sposób - z reguły jeden duży centralny obiekt dominował w całej kompozycji. Inspirację czerpałam z książek medycznych i botanicznych, które przekształcałam w procesie twórczym razem z łacińskimi opisami książkowych ilustracji.

Blue Ribbon Bird, 2012

W 1995 roku zapragnęłam tworzyć bardziej malarskie prace. Obrazy inspirowane książkowymi ilustracjami pozostały ze mną, pojawiły się za to nowe formy: ptaki, motyle, draperie, girlandy, krajobrazy, a w końcu również twarze i suknie (...) W 2001 roku zaczęłam pracować na panelach. Początkowo bez wosku. Malowanie na twardej, gładkiej powierzchni (której nie zapewnia woskowany papier) pozwoliło mi na znacznie większą precyzję. Fotografia przyjaciółki stała się podstawą dla całorocznego cyklu portretów. (...) Obecnie zajmuje mnie ludzka sylwetka w otoczeniu atrybutów, które mają odzwierciedlać istotę postaci bez dopisywania jej konkretnej historii. Tematyka moich prac kręci się wokół wyobrażeń o życiu i śmierci, zmysłowości, seksualności, naturze. Badam obszary marzeń, duszy i ducha. Inspirację czerpię ze sztuki europejskich mistrzów, sięgałam również do amerykańskiej sztuki ludowej (prymitywnej) i do fotografii, zarówno tej dawnej, jak i współczesnej."

Bluebird Flower Crown, rysunek 2012
Antler Girl, 2012

Girl and Fawn, 2009 - 2010

Snail Girls, 2009 - 2010

St. Bee, 2011

Infant, obrazy z lat 2008 - 2007

 
St. Bell II, 2011

St. Bird, 2011

Wolpertinger (artystka przeznaczyła dochód ze sprzedaży na  Central Asia institute), 2010

9 komentarzy:

  1. Są niesamowite - nigdy nie spotkałam się z tego typu twórczością! Nie ukrywam, że największą radość sprawiło mi rozpoznawanie, z jakiej epoki pochodzi dana suknia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie, z tą miałabym problem: http://www.flickr.com/photos/crowolf/sets/72157594253902274/#
      Wydaje mi się, że to gdzieś należy ulokować między renesansem i modą XVII-wieczną, ale nie wiem gdzie :D Poniżej XVIII wieku zaczynają się dla mnie w historii stroju schody, nie uważałam na zajęciach ;)

      Usuń
  2. Nie przyszłoby mi do głowy, żeby to, co przykrywa uczynić przezroczystym i nie pokazać ciała. Bardzo bogate obrazy, też znaczeniowo. Podoba mi się też ich kolorystyka. Nie wiem czemu kojarzą mi się wiosną, bo to barwy raczej jesienne. Nawiązanie do obrazów starych mistrzów, ale właśnie, ja widzę chyba raczej takie portrety no name z początku XIx wieku, jakie można spotkać gdzieś może nie na strychach, ale całkiem zapomniane to na pewno.

    Em

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki z Ciebie się regularny komentator zrobił :D

      Usuń
  3. Przepiękne po prostu!

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się kojarzą z wczesnoromantyczną filozofią przyrody i tym panteistycznym pojmowaniem człowieka w świecie ;)
    takie mary, zjawy, kulturalne i kulturowe, zakotwiczone gdzieś w uniwersum. Nie potrzebne tu dopowiedzenie ciała, wystarczy delikatnie zakreślić formę, a sama ona wypełnia się treścią tego, co ją otacza.
    Piękne wtopienia, kolorystyka szlachetna, mnóstwo irracjonalnej głębi przekazu.

    Ja tam nie rozpoznaje żadnych strojów, mimo to cieszę oko twórczością Pani Siems :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stroje i filozofia całkiem nieźle leżą obok siebie :D Też mam takie samo skojarzenie, jak Ty. To blisko leżące siebie czasy zresztą, patrząc po niektórych strojach ;)

      Usuń
    2. Na strojach, niezależnie o której epoce mówimy, całkiem się nie znam, ale Twój wpis z twórczością Anne Siems, bardzo ładnie wieńczy moje rozmyślania nad okresem myśli wczesnoromantycznej, wpływem przyrody na język, na człowieka i jego bytowanie.
      Po okołoscjentycznej fascynacji szkiełkiem i okiem, potrzeba mi było pewnej dawki irracjonalności, którą prace Anne Siems reprezentują doskonale.

      Ta magiczność, mglistość, zjawiskowość, ach! :) urzeczona jestem!

      Usuń
  5. Naprawdę dość urocze.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.