poniedziałek, 31 marca 2014

sobota, 29 marca 2014

Słońce wiosenne przegania zimowy mrok




Every morn and every night
Some are born to sweet delight.
Some are born to sweet delight,
Some are born to endless night.

William Blake, Auguries of the Innocence, tłum. Zygmunt Kubiak



O tej porze roku w końcu słońce zagląda do mojego mieszkania. Wąpierzowaty żywot nadal wiodę, ale już nie tak chętnie. Opił się człowiek mrokiem dni zimowych i jeszcze opuchnięty powoli wpuszcza pod powieki światło.




czwartek, 27 marca 2014

Artysta tygodnia - Utagawa Hiroshige

(wpis pojawia się wyjątkowo dziś, bo niestety wczoraj i przedwczoraj miałam problemy z publikacją ;))

Yumiharizuki z Tsuki nijû hakkei no uchi (28 widoków na księżyc), oryginał z 1832

Obiecałam, że raz w miesiącu poświęcę wpis z serii "artystów tygodnia" wybranemu japońskiemu klasykowi. Dziś jeden z moich najulubieńszych ulubieńców, czyli Hiroshige. Nie był artystą tak różnorodnym, jak Hokusai. Ba, na pierwszy rzut oka wydaje się, że był artystą dość monotematycznym :D Znany jest głównie z drzeworytów pejzażowych, w tym ze słynnego śliwowego sadu/parku, który został zagrabiony przez Vincenta dla jego własnych potrzeb ;)

Kameido Umeyashiki, oryginał z 1857
W 1887 roku Vincent van Gogh namalował swoją wersję śliw Hiroshige. Wydaje mi się, że to najbardziej znane dzieło bohatera dzisiejszego odcinka ;)

Vincent van Gogh, Kwitnąca śliwa, 1887
Cóż, wersja Vincenta jest dość ciężka i niepokojąca, o japońskich koślawcach po boczkach nie wspomnę (zresztą kaligrafy zapożyczył sobie, z tego, co wiem, z innych dzieł) ;) Przy całej sympatii dla Vincenta, to jest wersja, którą śmiało zatytułowałabym "Gdzie jest moje opium? I co ja robię w tym sadzie?" :D

Poza "otwartym" krajobrazem znajdujemy na drzeworytach Hiroshige właśnie takie ujęcia w zbliżeniu, które przywodzą na myśl fotografię. Specyficzna dla artysty jest też dynamiczna, bardzo komiksowa kreska, jeśli wolno się tak głupio wyrazić ;)

Widok z Masaki z Meisho Edo Hyakkei (100 sławnych widoków Edo***), oryginalny drzeworyt z epoki Edo, reedycja z początku XX wieku (widok na górę Fuji i rzekę Sumida przez półkoliste okno; niezwykła perspektywa zainspirowała francuskich impresjonistów)
Pejzaże Hiroshige to czysta poezja. Nie ukrywam, że mogłabym sobie nimi wytapetować kilka pokoi (w tej chwili dysponuję dwoma w moim apartamencie, japoniki są tylko w jednym, ale przyjdzie czas na więcej ;)). Należy do tych twórców drzeworytów, którego prace warto kolekcjonować* dla płynącego z nich tchnienia spokoju i pełnej życia...ciszy. Poza tym, jeśli lubicie czytać o dawnej Japonii, jego dzieła są wspaniałym dopełnieniem i pobudzaczem wyobraźni :D Według mnie Hiroshige jest zachwycający i mogłabym się gapić na niektóre z jego prac godzinami. Wybranie zaledwie kilkunastu specjalnie dla Was było nie lada wyczynem, musiałam dokonać niezłej selekcji. Mam poczucie, że w żaden sposób nie oddałam tym wpisem urody twórczości Hiroshige.

W jego pejzażach często dominującą nutą jest granat wody i nieba, podlany sosem z zieleni i przyprawiony gorącą odrobiną czerwieni. W tym samym momencie pulsują energią i spokojem. W drzeworytach zimowych, które uwielbiam, oczywiście pojawia się sporo odcieni bieli, a tłem jest często intensywny błękit. Paletę dopełniają naturalne, przygaszone brązy i żółcie, zdarza się też, że najciemniejsze barwy nabierają gęstej smolistości czerni. Dzieje się tak w przypadku sylwetek koron drzew i artysta nadaje w ten sposób niektórym z pejzaży nieco baśniowej niesamowitości.

Awa Naruto no fûkei, 1857 (wiry wodne cieśniny Naruto; dzieło zostały podzielone na trzy drzeworyty)

Księżyc nad kwitnącymi wiśniami, reedycja z lat 30-stych XX wieku

Awa Naruto z Rokuju Yo Shu Meisho Zue, oryginał z 1855, reprint z lat 20-30 XX wieku (wiry wodne cieśniny Naruto)

Suruga satta no kaijō z Fuji sanjū rokkei (36 widoków Fuji), 1858 (skalisty brzeg Satta w prowincji Suruga)


Eitaibashi, Tsukudajima z Meisho Edo Hyakkei (100 sławnych widoków Edo***), 1857 (widok na wyspę Tsukudajima z rzeki Sumida)
Karasaki Ya-u z Ohmi Hakkei no Uchi (8 widoków Ohmi), oryginał z 1834, reedycja z nieokreśloną datą (ta rzadka i niewielka seria jest uznawana za najlepszy cykl pejzaży Hiroshige)
 
Shono z Tokaido Gojusan Tsugi no Uchi (53 stacje Tokaido), oryginał z 1834, reedycja z nieokreśloną datą

Yui, Satta-mine Oya-shirazu z Gojusan-tsugi Meisho Zue (53 stacje: Ilustracje sławnych miejsc), nr 17, 1855 (Fuji widoczna z przełęczy Satta w Yui)

Hakone yako no zu z Gojusan-tsugi Meisho Zue  (53 stacje: Ilustracje sławnych miejsc), nr 11, 1855 (podróżujący nocą)


Bez tytułu, 1842 (wąwóz, którym płynie rzeka Kiso; kakemono)

Hira Bosetsu Ohmi Hakkei no Uchi (8 widoków Ohmi), oryginał z 1834, reprint z początku XX wieku



Kameyama, yukibare z okaido Gojusan Tsugi no Uchi (53 stacje Tokaido), nr 47, oryginał z 1833-34
 
Na drzeworytach o tematyce pejzażowej często możemy odnaleźć mniejsze czy większe sylwetki ludzi. Pasja do utrwalania widoków, gdzie natura miesza się z życiem ludzi, jest również widoczna w tych wszystkich momentach, gdy góra majaczy między masztami łódek czy gdy nad przepaścią zostaje zawieszony wątły mostek. Gdy sceneria się zmienia i przenosimy się do miasta czy w pobliże świątyni o obecności człowieka nie świadczy już tylko kilka chatek przylepionych do zbocza góry lub podróżni na drodze. Hiroshige wpisywał sylwetki ludzkie równie harmonijnie w rozległy widok na góry czy rzekę, co w zakątki ówczesnego Edo.

Yabukoji at Atagoshita z Meisho Edo Hyakkei (100 sławnych widoków Edo), oryginał z 1857

Minakuchi z Gojûsan tsugi (Jinbutsu Tôkaidô), oryginał z 1852
Nihonbashi Edobashi z Edo meisho (Sławne widoki Edo), oryginał z 1855
Czasami Hiroshige skupiał się na samych ludzkich sylwetkach w większym stopniu niż na otoczeniu.

Fujisawa z Gojûsan tsugi (Jinbutsu Tôkaidô), oryginał z 1952, reedycja z początku XX wieku

Nihonbashi-tori one-chome z Meisho Edo Hyakkei (100 sławnych widoków Edo), oryginał z 1858

Artyści, w tym Hiroshige, lubili przenosić swoją uwagę (czy też raczej na takie dzieła było zapotrzebowanie) także do świata już w zupełności ludzkiego, do dzielnic rozrywki, w okolice chramów, do budynków, do portu czy na wody zatoki. Bohater dzisiejszego odcinka swój ciekawy sposób przedstawiania tematu przeniósł również na ten teren (już pisałam, że narzuca mi się skojarzenie z fotograficznym kadrem) i czasami jego zaskakujące metody ukazania widoku dają naprawdę niesamowity efekt.





Asakusa z Meisho Edo Hyakkei (100 sławnych widoków Edo), oryginał z 1857 (kot patrzy na sznur gęsi i paradę z okazji święta, która wchodzi na pola ryżowe)


Miasto bywa potraktowane bardzo "informacyjnie" - możemy nocą przejść się po dzielnicy rozrywki starego Edo ;)

Yoshiwara yoru no sakura z Kôto meisho (Sławnych widoków Edo),  oryginał z 1836 (kwitnące wiśnie w dzielnicy rozrywki)
Tematyką, którą poruszali twórcy drzeworytów była swoista "reklama" rozrywek w dzielnicach rozrywki :D, czyli, między innymi, przedstawień teatru kabuki:

Z serii Chuko Adauchi Zue (Zemsta z wierności), 1843-47 (o ile się dobrze orientuję to scena z tej sztuki)
Hiroshige w znacznie mniejszym stopniu kojarzony jest z drzeworytami, na których znajdziemy przedstawienia zwierząt i drobnych roślin, ale i one są  warte uwagi. Czasami mają odniesienie symboliczne czy mitologiczne, a czasami są po prostu studium przyrody.


Oji Shôzoku enoki ômisoka no kitsunebi (Kistunebi** w noc Nowego Roku pod drzewem Enoki niedaleko Ōji) z Meisho Edo hyakkei (100 sławnych widoków Edo), nr 118, 1857
Cykada

Zimorodek i irys



Karp, 1830-44



* Kiedyś napiszę o kolekcjonowaniu drzeworytów, gdy sama dowiem się więcej, bo ostatnio coraz bardziej mnie to interesuje.

** Jeśli nie stać na kolekcjonowanie, to na przykład 100 słynnych widoków Edo można sobie kupić w formie albumu ;)

*** Kitsunebi to opowieści o ognikach. Jak sama nazwa wskazuje mają one coś wspólnego z lisami (kitsune), które tradycyjnie uważano w Japonii za magiczne zwierzęta, związane często z ogniem. Ogniki czasami postrzegano jako blask bijący z oddechów lisów. Mogły służyć ludziom lub przeciwnie (lisy niekoniecznie były przychylnie nastawione do ludzi ;)). Na drzeworycie ukazane jest zebranie dobrych (białych) lisów w okolicach Ōji Inari, które były wtedy strefą wiejską, a uważano je za siedzibę bóstwa Inari. Stało tam wielkie drzewo enoki (Celtis sinensis). Okoliczni mieszkańcy wierzyli, że w noc noworoczną zbierają się tam wysłannicy bóstwa i widoczne są ogniki, z których chłopi wróżą pomyślność w plonach. Drzewo enoki z obrazu Hiroshige uschło w okresie Meiji, ale pozostawiono pamiątkę w postaci Shōzoku Inari Jinja (więcej u Rurousha). Wspomniane lisy nie zbierały się pod drzewem ot tak sobie, ale pod przywództwem boga, który dokonywał ich przeglądu.

Do szukania drzeworytów polecam stronkę: http://ukiyo-e.org/

Jeśli nie odsyłam do źródła, zdjęcie pochodzi z WikiPaintings.

(muszę jeszcze ponanosić poprawki w paru miejscach, ale wybaczcie mi, że dziś już sobie daruję)


niedziela, 23 marca 2014

Niedzielna wróżka

A bo jakoś tak wiosennie, burzowo... więc chce się już letnich, ciepłych, pachnących kwieciem nocy :)

Edward Robert Hughes, Midsummer Eve, 1908

wtorek, 18 marca 2014

Artysta tygodnia - Louis Welden Hawkins

Dziś chciałabym Wam przedstawić artystę, którego część z Was pewnie zna lepiej lub gorzej. Nie widzę w jego twórczości niczego szczególnie ciekawego, ale posłużyłam się niecnie jego dziełem (nie ma nic przeciwko temu, pytałam hahahah), aby stworzyć sobie jakiś tam odrobinę lepszy niż do tej pory nagłówek ;) Cóż zrobić, gdy zobaczyłam Zieloną Wrózię taką piękną :D Pomyślałam, że z tej okazji należy mu się jakieś ładne podziękowanie ;)


 Louis Welden Hawkins - urodzony w Niemczech symbolista francuski, z pochodzenia jednak Anglik. Tworzył na przełomie XIX i XX wieku. Początkowo realista, potem zetknął się z innym typem twórczości i już przy nim pozostał. Uważa się, że jego dzieła mają coś wspólnego z twórczością Prerafaelitów i raczej słusznie ;) Widać u niego zainteresowanie efektami świetlnymi i motywem aureoli. Są też nagie biusty, bo symbolizm bez nagich biustów nie da rady :D

Dziewczyna w lesie (nie wiem jaki tytuł miał oryginał)

Clytie

La Prêtresse, 1890

Le Sphinx et la Chimère, 1906

Les Auréoles, 1894

Procession des âmes



poniedziałek, 17 marca 2014

Rysa, rana, blizna



Nie planowałam tego. Nie planowałam tego, że moje życie i moje myśli po raz kolejny się zmienią. Nie planowałam tego, że obudzę się w środku nocy z takim wrażeniem, że wiem już coś, co powinnam była wiedzieć wcześniej, że do czegoś dojrzałam, że poczuję w sobie taki spokój, jakiego nie znałam, pewność, jakiej nie potrafiłam sobie wyobrazić.

Japończycy kiedyś wymyślili sobie takie śmieszne słówko. To słówko to wabi-sabi. Mówi się, słusznie chyba, że nie da się tego terminu przetłumaczyć na inne języki tak, by oddać w pełni jego znaczenie. Wśród wielu przybliżeń istoty tego terminu i kilku elementów, które na wabi-sabi się składają jest "piękno/doskonałość niedoskonałości". Zwykłe kamienie są piękne, bo każdy jest inny. Mają swoje rysy, są z jednej strony prawie doskonałe, z drugiej już nie bardzo. Tu jakiś dołek, tu żyłka. Nawet wypolerowane przez wodę, na pierwszy rzut oka okrąglutkie idealnie, razem dają obraz różnorodności i niedopasowania. Liście. Niby wszystkie takie same, a tak się między sobą różnią. I tak o pięknie myśli się w kulturze, która od wieków hołubiła precyzję i dokładność, czystość formy i dążenie do perfekcji. To dało mi do myślenia.

Japończycy kiedyś wymyślili sobie coś jeszcze, co też związane jest z wabi-sabi. Ostatnio stale się natykam się w sieci na zdjęcia i opisy z tym związane, więc polecę teraz banałem. Kiedy spadnie i uszkodzi się mniej lub bardziej cenna misa, Japończycy zamiast lać łzy i wyrzucać kawał pięknej roboty albo próbować skleić i zatuszować, odrestaurować i udawać, że "nic się nie stało" i "przywrócono dawną świetność" lub chociaż dokonać dalszej destrukcji w imię nowej konstrukcji (czytaj: recykling, a może upcykling) robią coś przedziwnego. Pęknięcie zostaje potraktowane w taki sposób, że blizna staje się złota lub srebrna*. Żyłą szlachetnego metalu zaczyna płynąć nowe życie misy.

źródło
Myślałam o tym, gdy sobie leżałam w ciemności, a w drugim pokoju zegar leniwie odmierzał minuty do świtu. Mam taki zegar, który gada w nocy ;)

W pewnym momencie ja, ceramiczna misa, chcąca śpiewać, jak sądzę, zaczęłam w kilku miejscach pękać. Trochę to trwało, a ja starałam się jakoś odratować swoje popękane istnienie. Trzymałam się i wydawało mi się, że o to właśnie chodzi.

Dążyłam do doskonałości, bo kto nie dąży. Starałam się rozumieć czym jest, nie wpaść w bezmyślny pęd do perfekcji i myślałam, że o to właśnie chodzi. O to chodzi? Nie.

Przegrałam z tym dążeniem, bo kto nie przegrywa. Wydawało mi się, że rozumiem doskonałość, myślałam o niej na sposób "wschodni", czytałam sterty mądrych ksiąg. Rywalizację zastępowałam myśleniem o ściganiu się z samym sobą. Zewnętrzne oznaki lepszości, statusu, powodzenia starałam się omijać, nie iść w tym kierunku i budować z sobie zależności od tępej konsumpcji, od bycia na pokaz. Starałam się hodować w sobie samozadowolenie niezwiązane z aprobatą innych. To jednak nadal nie było to coś, co sprawiałoby, że człowiek czuje się tak zupełnie na miejscu w swoim życiu.

A to wszystko jest takie proste. Dopiero, gdy naczynie pęka, pęknięcie napełnia się złotem.

źródło

źródło


*Technika ta nazywa się kintsukoroi. Dziś tworzy się również wiele przedmiotów inspirowanych tą techniką, ale wykorzystując inne sposoby uzyskania zamierzonego efektu: biżuterię, rzeźby, obrazy itp.

niedziela, 16 marca 2014

Niedzielny Absynt



Rude noszę i na wiosnę. I pomponiaste tyż, tyż...

Nie pamiętam luty czy już marzec - łapanie pierwszych wiosennych piegów

Tańczące drzewko

Mszyste piękne!

Bardzo mnie rozczula mech, ciekawe czy ktokolwiek na świecie żywi podobne do moich, serdeczne i czułe uczucia względem mchu :D


A teraz wróżka. Prawdziwa. A właściwie masa wróżek :D Swego czasu pojawiły się w internetach zdjęcia prawie prawdziwych wróżek  (tak to jest co jakiś czas ;)):








Jak to w internetach bywa cała zabawa polegała na wymyśleniu odpowiedniej historyjki. Podróżnik, wynalazca i fotograf Neville Colmore twierdził podobno, że w latach 90-tych XIX wieku zbudował urządzenie zdolne do przyłapywania wróżek (które są tak zwyczajnie niewidzialne, wiadomo) na tym, że są wróżkami właśnie. Urządzenie, które nazwał Spectobarathrum zostało zniszczone w pożarze i tak dalej... Wiadomo :D Nie zmienia to mojego wrażenia, że same prace są interesujące ;)

Źródło zdjęć i Źródło właściwe fejmu tych wróżek