środa, 5 lutego 2014

Wyzwanie (Anna Karenina, Jane Eyre, postaci historyczne, Mistrz i Małgorzata, Poe, Akunin, Dracula,Wichrowe wzgórza)

Robię sumiennie codziennie. W głowie. Przelewam na bloga co jakiś czas, bo tak dzień w dzień mi się nie chce :D


Ulubiona bohaterka

Mam pewien problem z tym pytaniem. Przy męskim bohaterze to było dość proste - z grona smakowitych bohaterów wybrać tego, który się najczytelniej gdzieś zapisał w zwojach mózgu. Stał się taką znaną mordą, jak przyjaciel z lat dziecięctwa czy nastolęctwa. Człowiek nabiera manier czy przyzwyczajeń takiego bohatera i czasem sobie pomyśli: "O! Chodzę po Piernikowie jak Vimes w tych swoich przedwiecznych butach".  Z bohaterką będzie trudniej.

Mam wrażenie, że ogół bohaterów literackich da się podzielić na pewne trzy typy i w przypadku kobiet te podziały wydają mi się bardziej wyraziste.

Bohaterka, która jest. Tak po prostu. Potrzebą dyktowana. Potrzebne cycki, matka, żona, kochanka. Bohaterka kobieca. W naturalny sposób pojawia się u piszących pań, zwłaszcza tych, które sięgają po narrację pierwszosobową. Ciężko jest w takim uniwersum szukać ulubionych bohaterek, bo są często albo przezroczyste, po prostu pełnią swoją babią funkcję albo jakby to ująć, są bezosobowe, służą narracji, ale nie są nawet specjalnie sympatyczne (czytam obecnie sobie opowiadania Alice Munro i to jest właśnie dobry przykład).

Bohaterka zajebista (ktoś jeszcze używa tego sformułowania?). Odpowiednik zajebistego bohatera. Płeć tu jest w zasadzie bez znaczenia, prawda? Ktoś kim chce się być, z kim chce się żyć (najczęściej w realiach książkowych, bo weź z takim wytrzymaj codziennie), kto budzi podziw, sympatię albo najzwyczajniej w świecie bawi. W rozrywkowej części mojej biblioteczki z tego typu bohaterkami jest ten sam problem, co z bohaterami. Ciężko kogoś wybrać, by nie urazić innych.

Bohaterka z krwi i kości. W sumie nie wiedziałam jak ten typ określić. Chodzi o taką bohaterkę, której "istota" jest jakby główną treścią opowieści. Nie jest tylko narratorem, nie jest tylko elementem świata. Można opowiadać o niej, ona sama może opowiadać - chodzi o to, że jest bardzo głęboko przemyślana jako postać, że cała opowieść jest właściwie o niej. Trzeba nie lada kunsztu, wielkiej głębi i takich tam, żeby taką postać powołać do życia. Nic dziwnego, że w tym rodzaju tworzeniu postaci przodują genialni klasycy literatury. Co ciekawe, kiedy mężczyzna sięga po temat skomplikowany psychicznie i chce sobie ogółem pobabrać w ludzkiej duszy wybiera często bohaterkę kobiecą. Przykładem wspaniałej roboty tego rodzaju jest Anna Karenina powołana do życia i ukatrupiona przez Tołstoja. To niezłe nadużycie powiedzieć, że cała powieść jest "o Annie", ale ta część opowieści poświęcona tylko jej jest samowystarczalną historią. Lewin niepotrzebny ;)

Inną bohaterką klasyki, do której wracam i która mnie na swój sposób zdumiewa, jest Jane Eyre. Jane jest bardzo sympatyczna, ale też zupełnie zwyczajna, a nawet pełna wad. Niezbyt urodziwa, nieco utalentowana, ale nie w takim kierunku, który budziłby szczególny zachwyt, dość inteligentna, ale nie powalająca bystrością. Jane jest zwyklutka. Jakieś niezwykłości duszy czy osobowości, na których można zbudować romantyczną charyzmę postaci zostały zastąpione zupełną przeciętnością. Uczynić taką właśnie bohaterkę zajmującą - niezła sztuka, pani Brontë.

Jest jeszcze jeden typ bohaterki, który bardzo lubię. Chodzi o postaci historyczne. Mogłabym o niektórych czytać i czytać. Nie tylko powieści i powieściopodobne twory. Moją ulubioną bohaterką jest tu Elżbietka Batory, ale w moim odczuciu jest jej w literaturze jak na lekarstwo i do tego zbyt często wykąpana w popkulturowej papce z wampira. Jest fascynującą postacią przez niejasności wokół prawdy historycznej, ta czarna legenda, w którą przez wieki obrosła również.

Ulubiony cytat z ulubionej książki

Nie podam ulubionego i nie z ulubionej książki, bo naprawdę, nie lubię "ulubienia". Będzie Mistrz i Małgorzata, będzie Poe, będzie Akunin

"W ogóle niech mi będzie wolno poradzić pani, Małgorzato, niech się pani nigdy niczego nie boi. To rozsądne."

"Nie jest naprawdę odważny ten, kto boi się, by inni nie pomyśleli o nim, że jest tchórzem."

"Ci, co śnią za dnia, wiedzą o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią tylko nocą."

"To, że Bóg stworzył najpierw Adama, a potem Ewę nie dowodzi bynajmniej, że mężczyźni są ważniejsi, tylko że kobiety są doskonalsze. Mężczyzna jest próbnym okazem człowieka, szkicem, podczas gdy kobieta – wariantem ostatecznie zatwierdzonym, poprawionym i dopełnionym. Przecież to jasne jak słońce!"

A Wy zgadujcie, moi mili, zgadujcie czyje to :D

Książka, która mnie rozczarowała

Sporo tego. Z pewnością nie każde takie rozczarowanie warto opisać. W moim czytelnictwie panuje określona reguła: rozczarowują mnie raczej książki, po których wiele się spodziewam. Jak coś nowiutkiego, nigdzie nie polecanego tknę i mnie zaboli na wstępie, to się dalej w to nie pakuję. Bestsellery aktualnie będące na czasie omijam z daleka. Rozczarowują mnie głównie klasyki, powieści, które sławą cieszą się już wiele lat (bywa, że i setkę hehheh). Największym rozczarowaniem jest dla mnie Dracula Stokera.

Nie chodzi o to, że ta powieść jest zła, bo w zasadzie nie jest. Chodzi o to, że mnie rozczarowała. Znałam historię, którą Bram napisał na długo przed tym nim sięgnęłam po książkę. Znałam legendę, różne wersje mitu Draculi. Z literatury, z filmów. Dość dobrze się też orientowałam w dokładnie tej opowieści, którą stworzył Stoker, bez czytania jej, tak to już bywa. Do tego i to chyba najważniejsze, znałam oczywiście, wspaniały, przepiękny film Coppoli. Bram Stoker’s Dracula nie jest do końca wierny powieści, inaczej niż wskazuje na to oryginalny tytuł filmu, ale jednak, ambicją reżysera było faktycznie stworzyć wielkie widowisko na podstawie książki.

Powieściowy oryginał mnie rozczarował - może dlatego, że film jest jednym z moich ulubionych, może dlatego, że wyobraźnia jego twórców, oprawa muzyczna, barokowy rozmach i pełne wdzięku poruszanie się na granicy kiczu mają się nijak do suchej i miejscami nudnej narracji z powieści? W powieściowym Draculi nie znajduję tego czaru i z pewnością nie budzi on we mnie współczucia, nie jest tragiczną postacią. To typowy czarny charakter. Sprytny, potężny, ale wiadomo z góry, że do skasowania.

Nie odpowiada mi konwencja Draculi, w której narracja stale się rwie, zmienia się punkt widzenia całej historii i trzeba sobie opowieść poskładać po kawałeczku w jedną całość. Powieść czytałam we fragmentach, w całości, w oryginale i w przekładzie, bo chciałam prawie "na siłę" zobaczyć w niej to, co inni, ale dla mnie nadal pozostaje dość drewnianą narracją z ciekawymi wątkami. Samo zjawisko uważam jednak za fascynujące - to skąd Dracula pochodzi, dokąd zmierza i co wokół tej powieści kręciło się, gdy zdobywała popularność (wydana przecież jako tanie czytadło) ;) Czytało mi się Draculę jak surowy scenariusz, nawet jeszcze do obróbki, taki przed tym, gdy trafi do dalszej twórczej babraniny. Tak sobie myślę, że może to jest na dobrą sprawę zaleta i stało się przyczyną atrakcyjności dla filmowców.

Ulubiona zekranizowana książka

I znów mam pewną niejasność, moi mili. Jeśli chodzi o ulubioną książkę, którą zekranizowano, to wśród wielu moich ulubionych są takie, na podstawie których nie zrobiono filmu lub też nie zrobiono niczego, co naprawdę by mnie zadowalało. Napiszę więc o tym, co chciałabym zobaczyć w kinie, a czego dotąd nie miałam okazji widzieć. 

Do autorów, których strasznie kocham literacką miłością należą Poe i Lovecraft. Powstały zabawne i ciekawe rzeczy w obu tematach, jeśli chodzi o kino. W przypadku twórczości Poego nawet sporo (niemalże od samego początku XX wieku) i są jak najbardziej warte uwagi. Filmy Cormana z Vincentem są przeurocze. Nie satysfakcjonują mnie jednak tak zupełnie, chciałabym zobaczyć jeszcze jakąś naprawdę dobrą ekranizację/adaptację opowiadania Poego w kinie. W tym roku ma pojawić się na ekranach Ligeia. Jakiejś dużej nadziei sobie nie robię. O Lovciu chyba nie ma co wspominać. Większość filmów, które nakręcono na podstawie jego prozy nie jest w Polsce nawet znana. Nie chodzi tylko o zupełnie niszowe produkcje czy zalew amatorskich filmików. Stare twory klasy B czy współczesne kino wyznawców dla wyznawców mają swój urok, ale naprawdę chciałabym zobaczyć prozę Lovcia przeniesioną na ekran w fajerwerkach wielkiego widowiska, bo jak dotąd pojawiają się tylko "inspiracje" w produkcjach tego typu. Miało być W górach szaleństwa, ale jak dotąd nie ma.

Ulubiony romans

Wichrowe wzgórza chyba pasują do tej kategorii? Nie będę się tu rozpisywać, bo ta powieść leży w kręgu moich literackich zainteresowań (gotycyzmy literackie się kłaniają), więc pewnie zdarzy się jeden wpis czy dwa ;)

2 komentarze:

  1. W typach bohaterek zapomniałaś o klasycznej Mary Sue :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Wymieniłam tylko te, które mogłyby się jakoś odnaleźć w odpowiedzi do tego pytania :D W sumie, w kategorii rozrywka (i to niezła) wyjątkowych wrażeń dostarczał opkowy światek, czy może raczej analizatornie - a tam merysujek pod dostatkiem :D

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.