poniedziałek, 3 lutego 2014

Moje aktualne lektury japońskie i początek cyklu o sztuce Japonii

Witam w ten miły i poniedziałkowy wieczór! Tak, tak... Miły i poniedziałkowy. Już słyszę te narzekania: "Jaki tam miły?", "Poniedziałek..." Jedną z rzeczy, które sprawiają, że człowiek wymienia znużenie na błogość jest literatura. Nawet przebywanie w miejscach obrzydliwych i doświadczanie rzeczy przykrych może mieć dziwnie kojący charakter - w literaturze, raczej nie w życiu ;) Czy to dlatego, że samo wyjście "ze swojej skóry" i wejście w cudzą sprawia, że nabieramy dystansu do naszej oswojonej już rzeczywistości? To, co tu teraz napisałam ma niewiele wspólnego z tym, co czytam aktualnie, to tylko taka oderwana myśl. Chwila, chwila, może jednak i ma jak się okaże, gdy powiem coś o mitach Ajnów.

Co Absynt czyta sobie o Japonii (bo tym razem o mojej ulubionej azjatyckiej krainie)?

Dziś "kącik orientalny" i chciałam przy okazji pokazać Wam migawki ze swoich aktualnych lektur związanych z Japonią. Za jakiś czas napiszę o książkach coś więcej.


Poza tym, od lutego, raz w miesiącu w jednym z kącików orientalnych moi ulubieni japońscy artyści. Pomyślałam, że może warto o nich napisać ze dwa, trzy słowa. Zacznę od "klasyków", a na pierwszy ogień pójdzie Hokusai, ale to w przyszłym tygodniu (możliwe, że jeśli coś azjatologicznie ciekawego mi się trafi będzie więcej niż jeden wpis w poniedziałki). Wyciągnęłam sobie książkę na odpowiedni temat i pokażę Wam parę kiepskich zdjęć. Mam nadzieję, że mimo wszystko będą zachęcać, a nie zniechęcać do tego mojego nowego cyklu.










Na wszystkich zdjęciach oczywiście Hokusai, dzieła "starca opętanego malarstwem" ;)

8 komentarzy:

  1. Gdzie są koty, ja się pytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się zapytam o źródła ;)
    W sensie, skąd Ty bierzesz te wszystkie piękne ryciny? Ja wiem, że filozofia to między innymi umiejętność dochodzenia do źródeł, jako że sama w sobie jest źródłem, ale umiejętność dochodzenia do białych kruków, wynajdywania unikatowych artefaktów czy też wychwytywania ich z pozoru jednorodnej papki, to dopiero umiejętność unikatowa, godna białego kruka ;D
    Zielonkawy kruku, gratuluje Ci zatem owej umiejętności. Domyślam się, że stoją za nią poza szczerą i żywą pasją, lata praktyki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielonkawy kruk to taki rozkładający się? :D Przyznam, że nawet oddaje mój apokaliptyczny stan na dziś :D

      Domyślam się, że chodzi Ci o te grafiki, które nie są na tych moich osobistych fotach? W sumie powinnam już tu podać książkę, ale zdjęcia są tak marne, że chyba to bez sensu :D

      Te graficzki poszczególnych artystów najłatwiej znaleźć przez wiki, bo to wszystko stare takie ;) Czasami są tam zdjęcia kiepskiej jakości, ale po tytule da się wtedy znaleźć w innym miejscu (czasami piszę do muzeum tego czy tamtego, ale rzadko odpisują, pewnie mój angielski jest taki kiepski :D zresztą, większość tych dzieł jest w domenie publicznej). Tylko na wiki trzeba uważać, bo tytuły mogą być kompletnie bez sensu ;) Najlepiej jest posiłkować się albumem, książką i w ten sposób znaleźć odpowiednią grafikę.

      Wiesz, ja jestem koneserem, chociaż w moim odczuciu brakuje mi wiedzy ;) Obrazy zapamiętuje bardzo dobrze, gdzieś coś mi mignie, a potem znajduję to, co utkwiło mi w pamięci.

      Usuń
  3. Uwielbiam :)
    Ilekroć jestem w Krakowie odwiedzam Mangghę i podziwiam. Na żywo wyglądają nieporównywalnie lepiej, faktura papieru, połysk farby ... miodzio :)
    A tak przy okazji, to temat mojej pracy magisterskiej brzmiał jakoś tak: Komiks japoński jako kontynuacja przedstawień drzeworytniczych ukiyoe.
    pozdrawiam
    Em :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super temat magisterki! Drzeworyty są bardzo sensualne, w sumie nie ma co się dziwić, w jakimś sensie towar trzeba było obmacać przed zakupem :D (o ile dobrze pamiętam, to wydawcy sprzedawali je w małych sklepikach i przez sieć sprzedawców obwoźnych)

      Zazdroszczę bywania w krakowskiej świątyni japonizmu :D Dla mnie Kraków to rzadkie przeżycie :D

      Usuń
    2. Ostatnio też bywam rzadko, chociaż 3 godziny autem, to nie taka tragedia :)
      W XIX wieku drzeworyty trafiały do Europy jako papier pakowny :) pakowano w nie orientaliki i dopiero impresjoniści zachwycili się nimi. Wpływ drzeworytów japońskich na malarstwo był bardzo wyraźny.
      Drzeworyty były inspiracją dla artystów secesji, a dzieła secesji stał się inspiracją dla wielu współczesnych mangaków japońskich :D np. pani Takeuchi w Czarodziejce z księżyca kopiowała wręcz motywy Muchy.
      Zawsze marzyłam, żeby stworzyć własny drzeworyt. Może kiedyś spełnię to marzenie :)

      Usuń
  4. O nie, ubiegłaś mnie, sama miałam nasmarowany w roboczych wpis w ramach nieformalnego kącika azjatyckiego wpis o ukiyo w ogóle i w tym o malarstwie i drzeworytach, teraz będzie plagiat, jeśli to opublikuję, buuuu ;P

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.