niedziela, 9 lutego 2014

Laponka stajl, czyli czemu nigdy nie zostanę szafiarą

(ponieważ rzadko tu goszczę w takiej ilości jako ja, czyli mnie widać, to pozwolę sobie na mały nadmiar mojej osoby w jednym wpisie; zresztą jest to uzasadnione może nie estetycznie, ale empirycznie :D naoczność musi być :D)

Pomińmy to, że ubieram się jak przedszkolak (proszę drogich czytaczy o wyrozumiałość) i raczej już z tego nie wyrosnę i przejdźmy do rzeczy najistotniejszej, czyli tego, że mam tylko dwa style pozowania, z czego drugi uniemożliwia w ogóle robienie zdjęć :D

 1. Staram się tak bardzo stać i nie ruszać się i uśmiechać się i już prawie nie mogę wytrzymać, co daje efekt "chce mi się siku" :D czy coś w tym rodzaju.

Zimowy spacer, a w zasadzie to miły powrót piechotką do domu, z knajpą po drodze ;)
Ja - A.
Nadworny Fotograf - N.
N. - O! Zatrzymaj się to zrobię ci zdjęcie.
A. - Ale jak to? Tu? Nooo...okej.

 









(A. marznie, bo to pierwszy dzień, gdy spadło tyle śniegu i się nie roztopił.)
N. - Ale się uśmiechnij ładnie!



 (10 zdjęcie)
N. - Znowu dziwnie stałaś. Znowu nie masz stóp na zdjęciu (A. myśli "I dobrze. Moje stopy na zdjęciach zawsze wyglądają jakbym była zaginionym ogniwem ewolucji łączącym człowieka i Sasquatcha'")
A. - Albowiem jest mi zimno!


 N. - Dobrze. Ładnie. Miałaś trochę niewyraźną minę.
A. - Bo mi zimno!
N. - Trzeba było coś na tyłek nałożyć więcej. Nie ruszaj się tak, wychodzą niewyraźne zdjęcia (zawsze wychodzą niewyraźne jak Nadworny robi - przyp. mój) Jeszcze jedno.
A. - Ale już ostatnie. Idziemy dalej! Nie mogę się nie ruszać, noooo...


(Po pięciu kolejnych zdjęciach, gdy na twarzy zamarzł, a nie zastygł uśmiech)
A. - Czy pójdziemy dalej?
(pstryk, pstryk)


(pstryk, pstryk)
A. - Dobra. Ja idę, a ty sobie rób zdjęcia tej oto samotnej ławeczki!


Potem następuje mój drugi sposób pozowania, czyli...

2. Człowiek-błyskawica zwany również człowiekiem-hahahahah




I dlatego nigdy nie będę szafiarą :D

Ogólnie to lubię zimę. Mroźną i śnieżną. Kiedyś bywały dłuższe w takim właśnie wydaniu, a nie takie typu zgniły śnieg na rozwodnionym chodniku z pływającymi na nim apokaliptycznymi psimi kupkami. Konkretna pora roku. Nie tak okropnie nieokreślona jak brudne przedwiośnie ;)





A na koniec wpisu niedzielne wróżki. Znów eklektycznie. Nic na to nie poradzę :D


7 komentarzy:

  1. hahah, dobrze jest, nie zostawiaj szafarką, nigdy!!! potem z mózgu zrobi cię się "wyprz, haul, kofihewen i gratisy od romłwe"!!!!

    brudne przedwiośnie własnie niestety mamy, a jeszcze nawet przedwiośnia nie ma, a ja z nów nie mogę po nocach spać przez to. wrrr.
    btw, piękna ta fota z dzwoneczkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś bardzo urodziwa, muszę przyznać. I śniegu zazdroszczę jak cholerka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śniegu już u nas nie ma. Jest mnóstwo psich kupek za to :D Na niewyraźnych fotach każdy jest wielce urodziwy, wystarczy, że w pobliżu kręci się jakiś kandydat na nadwornego fotografa, który więcej ma w sobie chęci niż szczęścia do robienia wyraźnych zdjęć :D

      Usuń
  3. Uroczy Absynt z Ciebie, miło Cię widzieć. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcia fajne i Ty świetnie wyglądasz!

    Jak na szafiarkę jesteś za ciepło ubrana, one po śniegu hasają z gołymi nogami i/lub dekoltami, tudzież krótkim rękawem, a bywa, że i w butach bez palców. Ale podobno one "inaczej odczuwają temperaturę".

    Będąc zmarzlakiem i piecuchem nie mogę patrzeć na takie rzeczy, bo mam dreszcze! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. (Ale jazda! Widzę ten komentarz, gdy go "otworzę" z listy komentarzy, a gdy otworzę sam wpis, to już nie - blogspot jest dziwny)

    Racja. Szafiarki żyją w większości w swojej własnej strefie klimatycznej :D W sumie im w takim razie zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.