poniedziałek, 20 stycznia 2014

Wyzwanie: książka, która mnie rozśmiesza


Wybrać książkę, która mnie rozśmiesza? Jedną? Znów jedną? hahahahah Uważam, że to dość trudne zadanie, bo wiele książek jest pisanych po to właśnie żeby śmieszyć, a ja jestem dość chętnym ich czytaczem. Drugie tyle śmieszy, chociaż nie leży to w zamiarach autora i też bywam chętnym ich czytaczem. Mogłabym wybierać i przebierać przede wszystkim w powieściach Świata Dysku, ale to mało odkrywcze. Za najśmieszniejszą powieść z tych serii uważam chyba "Ostatniego bohatera", niewiarygodnie bawiły mnie postaci herosów-staruszków. Do dziś, gdy mam problemy z poruszaniem się (ze względu na chorobę) bywa, że M. nazywa mnie Wściekłym Hamishem. Miło z jego strony.

Najzabawniejszą książką, którą czytałam są jednak chyba opowiadania Hrabala. Popłakałam się przy nich ze śmiechu. Nie są najśmieszniejsze tak same z siebie, obiektywnie. Myślę, że to na mnie działają w taki szczególny sposób. Hrabal jest znakomitym gawędziarzem, lubię ten typ opowiadacza, bo chyba sama się do takich zaliczam. Poza tym scenki komediowe mieszają się u niego z taką sielską, zmysłową, nostalgiczną nutą. I lekkim surrealizmem. Polecam naprawdę, z głębi absyntowego serducha, Hrabala.

2 komentarze:

  1. Fajne te wpisy książkowe :) Przez chwilę i ja zastanowiłam się co mnie śmieszy. Jest sporo książek, które mnie bawią i uśmiechają od środka, ale tak na prawdę wciąż płaczę ze śmiechu przy Lesiu i Dzikim Białku :) ile razy już to czytałam? Dużo. I ciągle reaguję tak samo :D
    Właśnie, trzeba odświeżyć ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie te najśmieszniejsze książki mają to do siebie, że śmieszą za każdym razem podobnie, inne przy pierwszym spotkaniu, potem już nie (mam na myśli na przykład Pratchetta).

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.