piątek, 17 stycznia 2014

Wyzwanie-wyznanie 4: ulubiona książka z ulubionej serii

W poprzednim wpisie tego rodzaju przyznałam się do perwersyjnego zamiłowania do Zoli i wybrałam jego cykl powieści jako jedną z dwóch ulubionych serii książek obok wieloksięgu Pratchetta. Że tak samą siebie zacytuję (fejm! :D): "Jeśli chodzi o klasykę, to jak już pisałam wcześniej, wpada Zola na herbatkę. Trochę dziwnie nazywać serią jego cykl Les Rougon-Macquart, ale na dobrą sprawę właśnie tym przecież był. Seria powieści dotyczy dziejów jednej rodziny (raczej rodu ;)) na przestrzeni wielu lat - od II Republiki po czasy Zoli (lata 70-te XIX wieku). Oczywiście, Francja. Dużo sensacyjnych wydarzeń, margines społeczny i salony. Soczyste wątki. Więcej powiem przy okazji następnego pytania. Tu zasygnalizuję tylko jedną fajną sprawę: powieści z cyklu można czytać w zupełnie dowolnej kolejności, ale znajomość powiązań między bohaterami z różnych dzieł to dodatkowa frajda przy czytaniu. Oczywiście, mam tym powieściom wiele do zarzucenia, zwłaszcza naturalizm jako tło "ideologiczne" (bo ciężko mówić naukowe w tym wypadku) mnie razi, ale talent Zoli sprawił, że wracałam do niego tak czy siak ;)"

A teraz przejdźmy do rzeczy, czyli do pogłębionej refleksji ogólnej i szczegółowych zachwytów. Zola słusznie jest posądzany o dopisywanie ideologii do swych powieści, ideologii wysmarkanej z przeterminowanego już, XIX-wiecznego darwinizmu i leżących blisko niego, równie przeterminowanych innych myśli. Mało tego, że to ideologia, to jeszcze brzydka. Posłuchajcie sami :D

Zola pisał powieści, które miały w sobie bardzo ambitny zamysł - chciał stworzyć epicki obraz cesarskiej Francji, XIX-wiecznych przemian politycznych i społecznych aż do czasów mu współczesnych. Wydaje się, że był to dla niego jednak tylko laboratoryjny materiał, a tak naprawdę chodziło o metodę i wnioski "naukowe". Do swojego przedsięwzięcia Zola dorzucił wizję człowieka zdeterminowanego przez środowisko i pochodzenie*. Nie dziwi nas w takim razie, że wybrał sobie jedną rodzinę bohaterów, by na niej przetestować swój pomysł. Cechy charakteru, czy nawet psychiczne problemy miały być dziedziczone przez poszczególnych członków rodu i wpływać na ich dalsze losy. Niegdysiejsze złośliwe fatum prowadzące do tragedii niezależnie od woli człowieka zastąpione zostało równie nieprzejednaną wypadkową determinujących losy cech i okoliczności. "Choroba" tocząca dwie gałęzie rodziny przejawiała się w różny sposób, ale prowadziła zawsze do mniejszych czy większych nieprzyjemności ;) Bardzo smutna to wizja, pesymistyczna i fatalistyczna, a to daje mieszankę wybuchową - można, rozszerzając perspektywę, z takiego podejścia do sprawy wyciągnąć przerażające wnioski, które prowadzą do przekonania, że eugenika i różne totalitarne sposoby "konstruowania" społeczeństwa są znakomitym rozwiązaniem problemu niefortunnego dziedziczenia niepożądanych cech.

Sami widzicie więc, że umiłowanie Zoli to uczucie dość perwersyjne, zarówno od strony intelektualnej, jak i po ludzku, osobistej (moja wizja człowieka i społeczeństwa jest jednak daleka od wizji Zoli) ;) Perwersja bierze się z nieodpartej chęci sięgania po truciznę, która nęci - raz spróbuj, a już się nie oprzesz :D Zola miał po prostu fantastyczny talent! Jego pióro, jego sposób prowadzenia narracji, fabuła, bezkompromisowe zamiłowanie do brzydoty, do grzebania w śmietnikach życia ubogich warstw społecznych..."Pachnidło" swego czasu zostało okrzyknięte powieścią, która pokazuje XVIII wiek takim, jakim był w istocie - a był uderzająco-odurzającą mieszanką piękna i ohydy, śmierdzącą, brudną i drapieżną. Myślicie, że XIX wiek był bardziej cywilizowany i pachniał samymi fiołkami? :D Zola wyprowadzi was z błędu :D

Powieści Zoli mają w sobie momentami siłę greckiej tragedii, przywołałam nie bez powodu ideę fatum obok koncepcji naturalistycznych. Przy niektórych z tych powieści można odczuć jakiś rodzaj oczyszczenia, tego słynnego katharsis. Nie jest to zasługą samych historii ani naturalistycznej metody, która brutalnie prowadzi nas przez świat brzydoty i cierpienia. Myślę, że Zola nie ogarniał swojego talentu. Chciał epickiej panoramy - miał. Chciał naturalizmu i pesymistycznej wizji człowieka-bydlęcia - miał. Nie sądzę jednak, by jego magnetyczne działania niektórych powieści (to nie tylko ja tak mam, potwierdzam tu tylko wrażenia wielu osób, z którymi rozmawiałam) były zamierzone, chociaż  w kwestii poczytności jego dzieł nie powinien przy tym narzekać :D

Miałam wybrać ulubioną powieść z ulubionej serii i wybieram Germinal. Moim zdaniem to przypadek reprezentatywny dla pisarstwa Zoli i jest w nim wszystko to, o czym napisałam wcześniej. Jego wybitność polega jednak na tym, jak na swój sposób jest to powieść niezwykła. Są w niej niesamowite obrazy (o takim samym nastroju nawet nie wspomnę), chociażby płonących pod powierzchnią ziemi kopalni - wizja podziemnego piekła miesza się z rajskim i niepokojącym obrazem zaczarowanej nadziemnej przestrzeni, gdzie nawet zimą rosną sobie rośliny: 

"Tartaret leżało na skraju lasu. Był to szmat ziemi pokryty żużlem, nie nadający się pod uprawę, pod którym paliła się już od stuleci kopalnia węgla. Początek ognia sięgał czasów bardzo dawnych. Górnicy opowiadali, że ogień z nieba spadł na tę podziemną Sodomę, gdzie przesuwaczki oddawały się najokropniejszym występkom. Nie miały czasu uciec i do dziś dnia goreją w tym piekle. Czerwone zwapniałe skały pokryte były jakby porostem kryształkami ałunu, a ze szczelin wydobywały się pary siarki. Śmiałkowie, którzy ośmielili się spojrzeć w nocy w te otwory, przysięgali, że widzą płomienie i dusze potępieńców smażące się w strasznym podziemnym żarze. Ogniki miały tam tańczyć i z ziemi podnosić się gorące opary, a wszystko to były piekielne wyziewy. I o dziwo, pośrodku tego osławionego szmatu ziemi leżało Côte-Verte. Nie więdła ni latem, ni zimą trawa, odnawiały się bez przerwy liście na bukach, a pola dawały trzy zbiory rocznie. Była to naturalna cieplarnia ogrzewana podziemnym ogniem. Nigdy nie było tam śniegu. Bezkarnie, wśród mrozu tego grudniowego dnia zieleniły się krzewy tuż obok bezlistnego lasu." (s. 130)

Byłoby z tej powieści po prostu znakomite studium życia górników w małym francuskim miasteczku, poruszające sumienia przez wyobraźnię, społecznie zaangażowane, idzie tu o socjalizm - i nie można tu odmówić Zoli podziwu dla świetnej roboty - ale ta powieść to coś więcej. Ma  w sobie magnetyczny i przerażający urok apokaliptyczno-infernalny :D Czytając ją miałam stale takie wrażenie, jakie się ma wciągając się w jakąś mroczną, brudną antyutopię. Bohaterowie poruszają się w zamkniętym świecie, nie mam na myśli tylko kopalni, jakby po bazie półżywych ludzi, walczących już nie o swoje człowieczeństwo, ale o realizację podstawowych potrzeb. Jest zupełnie niechcący niezwykle onirycznie, myślę, że pan Zola nie do końca zdawał sobie sprawę co robią z jego powieścią spływające mu z pióra obrazy i słowa. To nie tylko konflikt pracy z kapitałem - ten jest tylko cieniem znacznie głębszej i potworniejszej ciemności, która leży gdzieś na dnie świata i duszy człowieka. Wątki zamykają się w tragicznej fabule jak zapieczętowane w piekle podziemia, a finał, w którym znajduje wyraz wiara w rewolucyjną przemianę w społeczeństwie, wydaje się dopisany "na siłę". Wspaniała powieść, można przymknąć oko na te socjalistyczne optymistyczne przesłanie. Zola podobno pisał ją ze współczucia, odżegnując się od wszelkiego politycznego zaangażowania po stronie lewicowych ruchów.

* Zola sięgał po Claude'a Bernarda (Wstęp do nauki medycyny eksperymentalnej), Latourneau (Psychologia namiętności) oraz Lucasa (Traktatu o dziedziczeniu).

2 komentarze:

  1. muszę sobie zakolejkować coś z twórczości pana Zoli, bo dotąd ocierałam się o niego plecami, ale zainteresowałaś mnie. tylko końca tej kolejki czytelniczej już coraz trudniej mi dojrzec, oby żywota starzyło :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zola ma momenty typowe dla XIX-wiecznej literatury "realistycznej", czyli ckliwość i sentymentalizm. Takie coś co mój M. nazywa "staroświeckim pisaniem" :D Najpierw zadaj sobie pytanie czy ewentualnie to Ci pasuje ;)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.