środa, 15 stycznia 2014

Wyzwanie: książka, którą przeczytałam więcej niż trzy razy


Początkowo pomyślałam "phi! tyle tego..." (Wy też myślicie czasami "phi"?). Potem zaczęło mnie oświecać, że tak całkiem w całości, to wcale nie tak dużo będzie. Wiele książek, zwłaszcza związanych ze studiami, potem z innymi zainteresowaniami, przeczytałam więcej niż trzy razy, ale we fragmentach. Po prostu, jak się nad czymś pracuje, to się stale zagląda, czasami zna prawie na pamięć. Kategoria literatury związanej z zainteresowaniami zwyczajnie odpada i już. Klasyka - są rzeczy, które niewątpliwe, tak, z całą pewnością czytałam trzy razy i co dziwne - właśnie nie więcej. Moje ulubione powieści XIX-wieczne, czyli Zola i "Anna Karenina", wiele rosyjskich opowiadań - czytałam na pewno po trzy razy. Najpewniej czuję się z tym pytaniem w kategorii rozrywka, bo można tu wrzucić bajki i baśnie, a te czytałam wielokrotnie, bo i miałam na to czas od dzieciństwa, a że czytelnictwo baśni nie wygasło, sami rozumiecie... A jednak bajki i baśnie wykluczam z tej konkurencji, bo nie nie będę tu gmerać w skarbczyku. Wymieniać pojedyncze baśni Andersena (czytane niezliczoną ilość razy) czy Grimmów? Bez sensu.

Wśród rozrywkowej części biblioteczki prym wiodą pratchetty i tolkieny (stąd na inne pytanie odpowiem powołując się na nie), ale zamiast wypolerowanych wzrokiem kart "Władcy" wybiorę inną lekturę i będę tu nieznośnie nuuuudna. Wybieram "Hobbita" i już wyjaśniam. Wcale nie uważam, żeby ta książka była jakąś wyjątkową rzeczą (zauważyliście już na pewno ten trend u mnie), ba, w kontekście Tolkiena nawet uważam, że jest rzeczą nieszczególną. Jednak, jak się coś przeczytało ileś tam razy, to pewne fragmenty się do człowieka przyklejają i jest tak chociażby ze słowami Thorina na łożu śmierci - stały się one w zasadzie moim życiowym mottem. Dlaczego czytałam więcej niż trzy razy? Raz w dzieciństwie i nie podobało mi się. I było powodem kolejnych podejść. Bo drugi raz też w dzieciństwie, ale już po tym jak przeczytałam "Władcę" - przymus neofity. Trzeci raz jakoś na początku studiów. I potem jeszcze ze dwa razy albo więcej, bo kłóciliśmy się o szczegóły i trzeba było sprawdzić, a niedawno chciałam przeczytać jeszcze raz przed premierą "Hobbita" w kinach (jedynki), żeby jeździć po reżyserze (krótka historia mojej relacji z powieścią Tolkiena i filmami P.J. jest TU). No i teraz czytam go ponownie, powoli, po kawałeczku. Zaczęło się od niewinnej propozycji czytania na głos, a skończyło na tym, co opisałam w zalinkowanym wpisie - inaczej się czyta, oj, inaczej. Tę ostatnią przygodę z lekturą "Hobbita", jakże inną od poprzednich, wzbogaciła ostatnio podrygująca wesoło, groteskowa nuta - po przypadkowym obejrzeniu radzieckiej wersji z lat 80-tych ("russian hobbit" na youtube) grzybków mi nie trzeba, by czytać tę powieść jeszcze inaczej.

Jaki z tego morał? A taki, że niezbadane są wyroki, dzięki którym sięgniemy po daną książkę więcej niż raz, dwa czy trzy. Niekoniecznie jest to wielka miłość do książki, ale czasami trafiają się inne, nie mniej uczuciowe, powody.

7 komentarzy:

  1. Dzieci z Bullerbyn! To czytałam chyba z razy sto :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Takich rzeczy z dziecięcych lat, które do dziś czytam też chyba nie zliczę i właśnie sobie z tego powodu darowałam. Anię z Zielonego Wzgórza zwyczajnie zajeździłam, kartki jej powypadały. Podobnie pierwsze wydanie Andersena, dobrze, że mi zostały chociaż ilustracje :D

      Usuń
    2. O Anię też! Wszystkie części :D

      Usuń
  2. Książkowe wyznania i wyzwania zawsze czytam z zainteresowaniem. A tu mam szczególnie wrażenie, że ktoś idzie podobną drogą, tylko jest jakby nieco... Przesunięty. ;)
    Fantastyka? Tak, ale raczej SF niż fantasy (choć Tolkiena czytałam oczywiście nie raz i nawet w końcu zakupiłam Niedokończone Opowieści). Rosyjscy autorzy? No ba! Ale raczej Czechow i Gogol.
    Z lektur dzieciństwa najbliżej mi do Szklarskiego połykanego w późnym przedszkolu i latach wczesnej podstawówki po kilkanaście razy każdy tom. Z trylogią indiańską na czele.
    A samo wyzwanie z obrazka? Kuszące... A na pewno skłania do myślenia. I wspomnień. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Przesunięty ktoś też miał na myśli raczej opowiadania Gogola i Czechowa - mistrze! :D Po sf sięgam głównie za sprawą Brata, ale też się zdarza ;)

      Usuń
  3. pojedyncze baśni Andersena to czytałam w milionach razy nawet, ponad trzy razy jednak nie przeczytałam żadnej książki w całości. ale za to trzy- tak. Mistrza i Małgorzatę. pierwszy raz jak miałam 12 lat :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mistrz i Małgorzata też będzie chyba u mnie na półeczce "trzy razy" :)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.