czwartek, 23 stycznia 2014

Wyzwanie-wyznanie 10: książka, która przypomina mi dom


No i właściwie nie wiem co mam napisać. Powinnam napisać o Tolkienie, ale już o nim pisałam przy okazji Hobbita. Kto jest ciekawski, ten sam sobie poszuka, bo mam taką zasadę, że linku do swojego wpisu więcej niż dwa razy nie podaję (a chyba tak już zrobiłam) ;) O Ani z Zielonego Wzgórza też pisałam ostatnio i nic interesującego więcej nie napiszę. Może tyle tylko, że poza faktem, że była to moja wakacyjna lektura, że czytana w dzieciństwie i w pięknych okolicznościach przyrody, to i sama jestem Anią i to tego samego rodzaju co tamta Ania: wrażliwą na swoim punkcie, obdarzoną wredną wyobraźnią, w dzieciństwie pakującą się w kłopoty i mającą na swoim koncie dziwne wybryki od pałętania się samotnie po lesie - o mały włos się nie zgubiłam na amen, po ostro kontuzjowaną rękę przy skakaniu z drzewa na kupę liści - podejrzewałam, że sobie złamałam kończynę, ale nie pisnęłam rodzicom nawet słówka ;) Miejsce, w którym mieszkałam też na dobrą sprawę w mojej wyobraźni jest trochę takim Zielonym Wzgórzem - dom na górce, z sadkiem, ogródkiem, tarasem, winoroślą, na spokojnym osiedlu, w pobliżu las, jeziora, pola, a jak byłam dzieckiem pełno nieużytków.

Może Wy chcecie mi coś powiedzieć o swoich lekturach kojarzących się Wam z domem? Oczywiście, o ile to dobre skojarzenia.

8 komentarzy:

  1. Bardzo trudne. Takiej książki jeszcze nie czytałam.
    Z domem kojarzą mi się kolorowanki, czy niewielkie książeczki mojego dzieciństwa z serii Poczytaj mi mamo. Ale książka, przy czytaniu której mogłabym poczuć się swojsko? W której znalazłabym klimat domu rodzinnego? Nic nie przychodzi mi do głowy. Może kiedyś na taką trafię, a jak nie, to sama napiszę książkę o domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super pomysł, żeby samemu napisać! Jakby co, to ja chcę egzemplarz darmowy, autorski, z autografem :D

      Usuń
  2. O też mogłabym powiedzieć, że Ania kojarzy mi się z domem :) Do tego dodałabym Kubusia Puchatka, którego tato czytał mi wieczorami kiedy bałam się zasnąć sama i co ciekawe, po dziś dzień działa na mnie lepiej niz niejedno lekarstwo nasenne, oraz pięknie ilustrowane baśnie Andersena- kolejna pozycja z dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kubusia czytałam już jako osoba dorosła. W sumie odświeżyłabym sobie lekturę. Mam z nią ten problem, że niestety widzę "bajkę" Disneya ;)

      Usuń
  3. mnie z domem najbardziej się kojarzy chyba Anielka B. Prusa, a to dlatego, że był tam chyba wątek o pożarze posiadłości (czytane daaawno, mam nadzieję, że z niczym innym nie mylę) co sprawiło, że każdej nocy, póki emocje po lekturze nie opadły, starałam się nie zasypiać, aby ewentuany pożar nie wybuchł i nie zaskoczył mnie we śnie..
    sama powieść ma ogólnie smutny wydźwięk.

    OdpowiedzUsuń
  4. oo, a z tych bardziej pozytywnych, to jeszcze kojarzy się mi Pollyanna i Pollyanna dorasta oraz seria książeczek Poczytaj Mi Mamo.
    a z domem Babci i Dziadka Godzina pąsowej róży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Anielka" to faktycznie raczej przygnębiająca lektura, żeś sobie wybrała ;) Tych książeczek z serii Poczytaj mi mamo było strasznie dużo. Kojarzą mi się z wczesnym dzieciństwem, ale właściwie to z niczym mi się nie kojarzą konkretnym, pamiętam tylko historie i okładki ;) Mam tak w sumie z większością wczesnych lektur z dzieciństwa, bo też w miejscu, które nazywam domem rodzinnym mieszkałam dopiero gdzieś mniej więcej od podstawówki.

      Usuń
    2. już od najmłodszych lat lubiłam się dręczyć :P

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.