wtorek, 14 stycznia 2014

Wyzwanie: najlepsza książka przeczytana w zeszłym roku


Jeśli nie wprowadzę dodatkowych wytycznych, to na połowę pytań odpowiem, pisząc o tych samych książkach. Sprawa się komplikuje jeszcze bardziej, bo nie wiem jakiego kryterium mam użyć, gdy mowa o "lepszości" - najlepsza, to taka którą uważam za wartościową, wyjątkowo dobrze mi się czytało czy może poruszamy się w lepkiej mazi ocen typu "arcydzieło" i "geniusz"? Błyskotliwie ułatwię więc sobie życie przy tym i następnych pytaniach: posłużę się prostym podziałem swoich lektur i tak będę typować bohaterów poszczególnych odpowiedzi.

Moje lektury mogę podzielić na klasykę, rozrywkę i literaturę związaną z zainteresowaniami (obszerne licho). Nie czuję się pewnie w typowaniu lepszości, gdy mowa o klasyce, a czytam też wiele rzeczy, które są dobre i słuszne, ale zwyczajnie mnie nie ruszają. Z rozrywką z kolei jest ten problem, że wiele rzeczy mi się podoba, gdy jestem w trakcie wyczynu czytelniczego, ale po fakcie nie jestem już taka zachwycona. Postanowiłam wytypować tu lekturę z ostatniej dziedziny, czyli związanej z zainteresowaniami.

Nagrodę przyznaję książce, która, ze względu na to, że chodzi o zainteresowania, przyniosła ze sobą najwięcej dalszych lektur, rozskrzydliła chęć poszukiwań i zdobywania wiedzy. A będzie tą nagrodzoną lekturą (nagrodą jest moje uznanie, a to całkiem sporo, bo jestem marudnym czytelnikiem) niepozorna książeczka "Nadnaturalny horror w literaturze" niejakiego H.P. Lovecrafta ;) Kupiłam ją wcześniej, ale wzięłam się za lekturę dopiero w 2013 (i teraz - będzie raczej o treści książki w oryginale, bo polskie przekłady nieco kuleją). Dlaczego akurat ona? Po pierwsze, Lovecraft. Po drugie, pełnia zaskoczenia. Uwielbiam tego magnetyzującego grafomana, jego naturalny geniusz i to jak bardzo mnie momentami drażni (tak samo jak Tolkien) - moja osobista konwersacja z tym panem trwa już długo. Nie spodziewałam się jednak po nim tekstów tak krótkich, rzeczowych, bez zbędnej gadaniny, ale jednocześnie momentami chwytających najważniejsze myśli związane z twórczością innych w sposób niemal poetycki. Książeczka zawiera kilka "eseistycznych" miniatur, których tematyka obraca się wokół literatury grozy, więc jest to swoisty przegląd, rzecz cenna dla bibliofila. Przy okazji otrzymujemy listę lektur samego Lovcia, co jest gratką dla takich jak ja wielbicieli. A przy okazji tej okazji wiele dzieje się na obrzeżach, czyli tam, gdzie gotowi na przygodę, oczekując znanych już sobie rzeczy, docieramy licząc też na niespodzianki i smaczki. Te ostatnie wymagają już niezłego przygotowania i znajomości lektur (czasem głębszej), które przywołuje Lovecraft i opisuje doskonale czasem jednym tylko zdaniem. Nie dziwię się więc, że tyle osób odbiera tę książkę negatywnie (mogłaby więc też trafić do odpowiedzi na pytanie o "książkę, którą wszyscy nienawidzą, a ty kochasz" ;)).

Niektórzy (większość fanatyków jego prozy i fanatyków horrorów) mają Lovciowi za złe, że są to takie tam notatki robione przy okazji lektury, ja nie. Lovecraft porusza się po powierzchni, nie rozwleka tematu, o czymś powie, ledwie napocznie jakąś myśl i zaraz ruszy dalej. Mi się to podoba, bo czytam przecież zbiór takich właśnie notatek, a nie jedno z jego dzieł literackich. Nie daje żadnej definicji horroru, bo nie o to mu chodzi. To właśnie spacerek po prozie grozy i niesamowitości. Robiony bez większego przejmowania się, pełen ulotnych myśli, luźnych refleksji. Mam wrażenie, że aby tak odebrać tę książeczkę trzeba się orientować w literaturze nieco bardziej niż zwykł to robić przeciętny czytacz strasznych historii, ale o tym już pisałam. Większość znajomych, którzy po tej książce jeździli, czyta ogromną ilość fantastyki czy horrorów, ale nie miało nigdy w życiu w rękach Hawthorne'a. To właśnie poszukiwania Lovcia idące w kierunku nieoczywistym, oddalające się od stawiania konkretnych tez i budowania definicji horroru są najciekawsze.

Tematykę można określić w skrócie wymieniając zawartość książeczki - refleksje Lovecrafta dotyczące narodzin opowieści grozy, wczesnej powieści gotyckiej i jej schyłku, gotycyzującego romantyzmu i twórczości Poego; literatury brytyjskiej, amerykańskiej i europejskiej. Lovcio przywołuje kanon grozy i opowieści niesamowitych, ale szuka również ciągłości nadnaturalnych elementów w twórczości autorów raczej nie kojarzonych z niesamowitym horrorem (u Wilde'a, u Bronte, Hugo czy Blake'a). Ze względu na moje zainteresowania jest ta książeczka dla mnie swoistą perełką, pojawia się w niej wiele tropów (i trupów :D), które zachęcają mnie do dalszych poszukiwań. Gdybym miała oceniać ją jako zwykły czytelnik, to z pewnością zwyczajnie by mnie znudziła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.