środa, 8 stycznia 2014

Portret damy z XIX wieku razy trzy i zaproszenie na drugiego bloga

W tym tygodniu wpis z "artystą tygodnia" był bez "obrazków", więc zrekompensuję Wam to garstką ciekawych portretów. XIX wiek właściwie w całości (poza historią fotografii) wyleciał z mojego drugiego bloga, ale to również są miłe tematy, a do kącika z "artystą tygodnia" niejeden raz trafił ktoś z tego interesującego stulecia. Umówmy się tak: w zamian za nachalne zaproszenia na drugi z moich fascynujących blogów :D obiecuję Wam co tydzień zaprezentować coś ciekawego związanego z XIX wiekiem (co nie znajdzie miejsca przy okazji moich starych etykiet).

XIX-wieczna moda mnie raczej nie kręci (nie licząc tej schyłkowej) w czym jestem nieco osamotniona :D ale różne inne okoliczności kultury uważam za ciekawe. Jeśli chodzi o malarstwo - wcale nie jest łatwo, moim zdaniem, wybrać dobry portret damy :) Oczywiście, kuszą piękne suknie (mnie materiały i koronki przede wszystkim), ale pełno jest portretów bez wyrazu, mdłych, słodkich, ckliwych i co tam jeszcze można wrzucić do wora z napisem "babskie". Wybrałam obrazy, którym trudno jest poczynić ten zarzut. Tak już mam, że sztuka raczej wybiera mnie niż ja ją i nawet taka lista sympatii muzealnych nie może być pozbawiona jakiegoś smyrnięcia absyntowych upodobań, a tego co zupełnie gładkie i przewidywalne nie lubię w sztuce ;) (ależ ja sobie tu schlebiam, fuuuj!)

Dziś przyjrzymy się pozornie zwykłym realistycznym obrazom.

Na pierwszy ogień Czarna Wdowa. Tak, tak. Ten niewinny urok delikatnej buzi...

James Tissot, Summer, 1878
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to po prostu zwykły, realistyczny obraz, bo i autor uchodzi za przedstawiciela tego nurtu, ale chwila, chwilunia. Mamy piękną i zadowoloną z siebie kobietę w czerni. Osłania się parasolką, która niemal w całości wypełnia tło (w takim ujęciu nie może być inaczej). Żółty i zżółkłe odcienie zieleni grają alarmującym kontrastem z plamą czerni, a w samym centrum krwawią czerwone kwiaty. Nadal tylko lekki niepokój, ale już coś nam się rozjaśnia (w tym przypadku raczej chodzi o mrok :D)...A co jeśli Wam powiem, że pan Tissot z upodobaniem malował kobiety w czerni, kobiety w żałobie, wdowy? Czarne wdowy :D Ten obraz uważam za mistrzowski ze względu na siłę wyrazu skojarzenia: alarm bijący od trzech walczących o naszą uwagę kolorów, śliczna główka na tle parasolki czającej się w tle jak wielka pajęczyna ;)

Przejrzyjcie sobie małą galerię prac artysty, gdzie na szczególną uwagę zasługuje jego wizja prehistorycznej kobiety. Sami zobaczcie o co mi chodzi :D Tissot to bardzo przyjemny malarz. Pięknie malował suknie, materiały, detale. Jego damy mają przy tym często urok tych panien, co to wiecie, mają dekadenckie oczy i kuszące, cienkie paluszki bawiące się wachlarzem, wstążką czy książką ;)

A ta lekko wstawiona dama, ten przeuroczy obraz przypominający niepozowane zdjęcie to dzieło autorstwa jednego z moich hiszpańskich ulubieńców. Nie był malarzem poważnym. Tak naprawdę bardziej francuskim niż hiszpańskim, ale po kolei.

Raimundo de Madrazo y Garreta, Modelka Aline Masson, 1876, Museo Nacional del Prado
Artysta co prawda urodził się w Rzymie, a udzielał się głównie we Francji, ale jest wystarczająco  hiszpański by postawić mu sangríę ;) To na pewno. Uwielbiam hiszpańskie malarstwo za nieudawany temperament, który czuć w każdym uderzeniu pędzla o płótno. Chyba się z tą umiejętnością rodzili i już. Za niebanalną paletę - od świetlistych pasteli przez gęste jesienne sosy po smolistą czy lustrzaną sadzę czerni. I to wszystko zazwyczaj na jednym obrazie! Tacy są Hiszpanie, gdy sięgają po pędzel i farby.

Raimundo raczej nie malował modelki podpitej, ale mi to skojarzenie wciąż się nasuwa, gdy patrzę na ten portret. Artysta lubił malować takie zrelaksowane, uśmiechnięte, zdające zapraszać nas do zabawy damy. Banalna wypowiedź kochającego wesołe życie artysty - ale to spojrzenie lekko z góry, spod po mistrzowsku oddanych rzęs Aline, ma w sobie coś, co zatrzymuje mnie na dłużej. I sugeruje nabrać dystansu do życia ;)

Sargent, Sargent! Któż by sobie wyobraził bez ciebie listę portretów dam z XIX stulecia? Światowy Amerykanin. Współtwórca ramiączkowego skandalu, który wymsknął się spod kontroli (chodzi oczywiście o sławny Portrait of Madame X - swoją drogą, ja stale nie mogę zrozumieć co widziano takiego szczególnego w sławnej dziobatce Gautreau ;))

John Singer Sargent, Lady with the Rose (Charlotte Louise Burckhardt), 1882, The Metropolitan Museum of Art
 Henry James, podobnie jak Sargent, światowy Amerykanin i wybitny obserwator życia towarzyskiego, napisał "Portret damy". Ma z Sargentem sporo wspólnego, obaj rejestrowali życie ze szczególnym wyczuciem (zresztą w przypadku najsłynniejszego obrazu Sargenta zarzucano artyście zbyt daleko posunięty realizm). I Sargent i James w swoich dziełach pokazywali kobiety, które dążyły do większej swobody, niezależności, prawdziwe damy, czyli babki z jajami :D Nie było dla tych dam najważniejsze by wyzwolić się gorsetów i koronek, wręcz przeciwnie. Przecież słynna Madame X znana jest ze swojego modowego zmysłu ekstrawagancji. Chodziło raczej o pokazanie siły jaka tkwi w kobietach niezależnie od tego czy mają na sobie spodnie czy furkoczą za nimi stosy falbanek. Pozwólcie, moi drodzy, na cytacik:

I always want to know the things one shouldn't do."
"So as to do them?" asked her aunt.
"So as to choose." said Isabel

Panna Burckhardt z obrazu Sargenta jest tak pewna siebie, że aż zmanierowana :D Zdaje się powątpiewać w urodę subtelnej róży (a jak to tak?) czy może chce przekazać nam powątpiewanie w to, że to akurat ona ma w sobie coś z tego kwiatka? Ten portret ma dodatkową, szczególną wymowę: Charlotte zmarła 10 lat później (na gruźlicę?). Oto pewna siebie, patrząca śmiało na nas, stąpająca twardo po ziemi kobieta. Nie tak znów delikatna, nie kobieta-róża. Trzyma w dłoni kruchy kwiatek, zdaje się tak do niej niepodobny...A na podłodze rozlany amorficzny cień, w jakim toną nasze życia, krótsze i dłuższe. Bez znaczenia.

Zrobiło się refleksyjnie :D

A teraz zapraszam wszystkie osoby kochające pierwszą połowę XX stulecia na mojego drugiego bloga, na którym najwięcej w tej chwili dawnej fotografii (historia fotografii stała się zupełnie nieoczekiwanie moim nowym zainteresowaniem):
http://timeistimeless.blogspot.com/

Ostatnie wpisy - mały wybór zimowej biżuterii:

R. Lalique, 1930's

Kilka uroczych zdjęć starej Japonii:

Tamamura Kōzaburō, lata 90-te XIX wieku

I przegląd twórczości pewnej XIX-wiecznej pani fotograf:

Julia Margaret Cameron
Iago (studium z Włoch), 1867

1 komentarz:

  1. Cameron mistrzyni!
    a kto powiedział, że modelka Raimundo nie była na sto procent w spirytusie podpita? czy coś? hehe, jeśli to jednak wrodzony styl życia na relaksie, to wspaniale, chciałabym się nauczyć i ja. opisałaś ten obraz bezbłędnie

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.