poniedziałek, 9 grudnia 2013

Kącik orientalny - "Zawieście czerwone latarnie" (Da hong deng long gao gao gua)

Zastanawiałam się ostatnio jaki  kostiumowy azjatycki film poleciłabym komuś kto jakoś specjalnie Azją się nigdy nie interesował. Powinien być atrakcyjny i zrozumiały dla Europejczyka, a zarazem prezentujący kulturę tradycyjną, swoistą esencję wybranego skrawka świata. Większość osób w takich wypadkach stawia na kinowe hity,  poleca się "Wyznania gejszy" lub "Hero". Pierwszy z tych filmów nie jest jednak filmem azjatyckim. To tylko typowo hollywoodzki melodramat w japońskim kostiumie. Rzecz ładna i nie wątpię, że atrakcyjna, chociaż są lepsze międzynarodowe produkcje o Dalekim Wschodzie - jak chociażby "Ostatni cesarz" Bernardo Bertolucciego. Pominę już fakt, że japońskie gejsze grają w "Wyznaniach" dwie Chinki i Malezyjka. Z kolei wspomniany "Hero" należy do gatunku wuxia pian. Są to specyficzne chińskie megawidowiska "bohatersko-mitologiczne", w baśniowej oprawie, z malowniczymi, odrealnionymi scenami walki. Nie jestem pewna czy taka wyidealizowana wizja kształtuje adekwatny obraz danej kultury. Kinematografie różnych regionów mają właściwe dla siebie podejście do tematyki kostiumowej. W Chinach dominują wielkie spektakle, ale pozostaje nadal skromny obszar kameralnych filmów obyczajowych, których fabuła osadzona jest w przeszłości. Należy do nich słynny film "Zawieście czerwone latarnie" z 1991 roku. To dzieło, które doceni i koneser i osoba dla której Chiny to terra incognita.



"Zawieście czerwone latarnie" to opowieść o młodej, pięknej i niepokornej dziewczynie, która wychodzi za mąż z konieczności. Jedyną szansą na ułożenie sobie życia jest dla Song Lian (w tej roli młoda Gong Li) związek z bogatym, dużo starszym mężczyzną. Gdy kobieta trafia do jego posiadłości, przekonuje się, że będzie musiała walczyć o swoją pozycję z trzema innymi żonami. Co wieczór na progu miejsca zamieszkania jednej z nich służba zapala czerwone latarnie na znak, że mąż spędzi z nią noc.

Kameralny, momentami wręcz klaustrofobiczny styl, w którym reżyser, Yimou Zhang, zdecydował się nakręcić ten film sprawia, że mamy wrażenie obcowania z jakimś światem poza światem. Akcja filmu toczy się w latach 20. XX wieku, na prowincji. Wydaje się jednak, że konkretne umiejscowienie w czasie i przestrzeni jest zupełnie nieistotne dla wydźwięku opowieści. Song Lian trafia tu jak na zaczarowaną górę, z której nie można zejść. W tym malutkim uniwersum czas regulują stałe rytuały, przestrzeń podzielona jest według wyraźnych reguł, a życiem wszystkich rządzą z góry ustalone zasady, które dotyczą nawet najdrobniejszych czynności. Każda z żon dysponuje tylko niewielkim skrawkiem tego świata, gdzie może pozwolić sobie na kształtowanie własnego istnienia. Tu określa swoją tożsamość, ale nadal jest to określenie poprzez dostosowanie się, poprzez stosunek do reguł gry, uznanie swojej roli i odgrywanie jej we właściwy sposób. Początkowo to odizolowane miejsce ze swoim monotonnym trybem życia przypomina nieco miejsce mityczne, wspomnianą przeze mnie zaczarowaną górę. Spodziewamy się więc uniwersalnej opowieści o ludzkim losie, uczuciach i dojrzewaniu. Song Lian jest nastolatką, a świat, w który wkracza, pozornie podporządkowany mężczyźnie, jest głównie światem kobiet. Mężczyzna pozostaje na zewnątrz, jak anonimowa siła natury, konieczność, los. Dziewczyna uczy się dość szybko, że to nie próba zdobycia wpływu na niego jest najistotniejsza, jak pozornie mogłoby się wydawać, ale odnalezienie się w tym kobiecym mikroświecie. Twórcy filmu jednak nie zatrzymują się na snuciu inicjacyjnej narracji, to nie jest dzieło o dojrzewaniu ani o odkrywaniu kobiecości. Owszem, kobiecość osadzona w kulturze tradycyjnej w wyraźnych ramach atrakcyjności seksualnej i prokreacyjnej jest motorem relacji między bohaterami. Kwestia spłodzenia potomka to rzecz kluczowa. To ona ostatecznie określa też sens innych wymiarów kobiecości - zmysłowości (rytuał czerwonych latarni), fizjologii (miesiączka i ciąża), emocjonalnych więzi między mężczyzną i kobietą (niewierność). Narastająca powoli rywalizacja między kobietami prowadzi do wytworzenia się skomplikowanej układanki kłamstw, przemilczeń, intryg i oskarżeń. Mężczyźni początkowo wydają się być reprezentacją władzy, ale wkrótce okazuje się, że oni również są podporządkowani niewidzialnej siatce wzajemnych powiązań, kontroli, tradycyjnych zasad. Pozostają tak samo bezsilni. Obserwując gęstniejącą atmosferę, wydarzenia powoli zmierzające do dramatycznego finału, zaczynamy mieć wrażenie, że podglądamy działanie mechanizmu, którego bohaterowie nie mogą zatrzymać. Europejczyk szybko pomyśli tu o klasycznej tragedii, ale znacznie ciekawszym wyborem jest pozostać przy chińskich odniesieniach. Paradoksalnie, mogą okazać się znacznie bardziej uniwersalne.

Malutka społeczność, która wytworzyła się  pozornie ponad światem, jest dla tego świata zwierciadłem. Odbija w mikroskali procesy społeczne, o których twórcy filmu nie muszą wspominać, bo rozgrywają je na naszych oczach Odbija też nigdy nie zmieniającą się, tkwiącą w mitycznym "od zawsze" totalitarną podstawę tych procesów. Opowiadając o więzieniu kultury tradycyjnej opartej o opresyjny patriarchalny wzorzec, reżyser tworzy przy okazji zakamuflowaną, ukrytą w pięknym kostiumie krytykę dwudziestowiecznych Chin. Być może nawet stawia tezę, że żadne społeczne zmiany i tak nie usuną tego spętania, które tkwiło u podłoża kultury tradycyjnej, jakby Chińczycy mieli je we krwi.

Kiedy spojrzymy na całą historię z tej perspektywy, fakt, że akcja toczy się na prowincji krótko po proklamowaniu Republiki zaczyna mieć znaczenie. Razem ze zmianami politycznymi, społecznymi ustępuje coraz wyraźniej dawna kultura tradycyjna. Pojawiają się powiewy nowoczesności, ale też związany z tym niepokój. Próby wprowadzenia pozornie pozytywnych zmian niekoniecznie kończą się dobrze. Młoda dziewczyna na początku filmu wyraźnie podkreśla, że nie chce należeć już do świata przeszłości - świata płodzenia synów, świata kobiet zamkniętych w posiadłościach bogaczy. Sytuacja, w której z przymusu uczestniczy jest już określona jako pewien anachronizm. Kiedy jednak przebywa w zamknięciu, skazana na to życie według tradycji, zaczyna się do niego dostosowywać, a nawet postrzega w nim szansę dla siebie i zaczyna korzystać z przyjemności i przywilejów, jakie daje. Kontekstem dla psychologicznych rozgrywek w klaustrofobicznym domu kobiet jest opresyjny system społeczny. Pozornie to mężczyźni są strażnikami tego systemu, symbolami władzy, ale tak naprawdę kobiety rywalizując ze sobą o względy enigmatycznego pana domu, grają w grę według ustalonych reguł. Zasady określają nawet miejsce dla ukrytej wolności i złamanie ich w imię pozytywnych wartości, niszczy ten margines swobody. "Zawieście czerwone latarnie" to przypowieść o totalitaryzmie, o gruncie, na którym wyrasta. Reżyser wydaje się posługiwać historycznym kostiumem, żeby pokazać mechanizmy rządzące też komunistycznym ustrojem, o czym nie mówi głośno, ale czego możemy się domyślać. Myślenie rodzące totalitaryzm tkwi w samej idei systemu opresyjnych zasad i hierarchicznej zależności, gdzie niemalże każdy aspekt życia poddany jest regułom, wytycznym narzuconym z góry i bezwzględnie. Gdy tak się dzieje, dochodzi do prania mózgu za pomocą systemu nagród i kar, tresury osobowości aż do momentu, gdy stanie się dokładnie wytartym z każdej strony, dopasowanym i potulnym elementem układanki. Nie odnosi się do jednego konkretnego ustroju czy ideologii. Wydaje się być raczej czymś w rodzaju zarazka czy pasożyta, który czeka na odpowiednie warunki, a potem infekuje cały organizm, organ po organie, tkanka po tkance aż nie ma przed nim ucieczki. To bez wątpienia film, który pokazuje ukrytą prawdę zarówno o dwudziestowiecznych systemach totalitarnych, jak i o kulturach tradycyjnych. Współczesność ma zawsze tendencję do idealizowania lub demonizowania przeszłości. 
Ciekawostka: reżyserem tego filmu jest Zhang Yimou, który wyreżyserował także wspomnianego "Hero" ;)

3 komentarze:

  1. Tym razem brzmi smakowicie i wezmę się za niego w weekend.
    Btw Hero bardzo, ale to bardzo mi się podobał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi potem napisz jak Ci się film podobał.

      Usuń
  2. Bardzo lubię Azjatyckie kino. Ja osobiście polecam Mistrz Chińskiej Opery.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.