niedziela, 6 października 2013

Strumieniem myśli się zaczyna

Prawdziwa jesień przychodzi do mnie strumieniem myśli. Tak to już jest. Nie wiem. Pewnie skutek pogody jednak. Tego, że zmienia się światło. Strumieniem myśli mówię, bywa że piszę (chociaż staram się trzymać jakąś dyscyplinę). Strumień myśli przelatuje mi sennie przez głowę.


Mówiłam wcześniej, że wyjdę na hipokrytkę, ale pozwalam sobie już na pisanie o jesieni, bo zdecydowanie jest na to pora. Wrzesień od wrzosów. Suche, badylaste, a jednak urodziwe. Trujące dla kotów. Listopad od opadania liści, ale przecież one już wcześniej...

Październik. Od słowa paździerze (odpadki od lnu lub konopi). Nazywany kiedyś też: paździerzec, paździerzeń, pościernik, winnik. Pora na grzane wino, a ja mimo, że absynt w nazewnictwie zobowiązuje mam ostatnio duże problemy z przyswajaniem trunków^^

Współcześnie w lutym można dostrzec w sklepach sandałki, a w sierpniu futrzane kamizelki. Z jednej strony jakiś absurd, ale z drugiej i konsumowanie metodą wyprzedaży tego wymaga :D i tradycja przygotowywania się do nadchodzącej pory roku jest jednak wiekowa. Niegdyś robiło się latem zapasy, dziś się kupuje zimowe buty :D Inna sprawa, że ludzie zapragnęli sami aplikować sobie te pory roku z wyprzedzeniem. Od połowy sierpnia, a już na pewno przy pierwszych chłodniejszych dniach, z internetu wylewa się tsunami jesiennych inspiracji, narzekań i klątw. To nie jest smakowanie życia. Życiem trzeba się delektować, nie poganiać go, bo ucieka^^



Nie mam nic przeciwko jesieni. Absolutnie nic. Uwielbiam jesień krótką, złocistą, spektakularną. Kończącą się ponurą, ciężką nutą listopada, który zabrzmi jak pogrzebowy dzwon. Tak ma być :D

W zeszłym roku było pięknie, gdy przyszła. Po bardzo ciepłym wrześniu (pamiętam, że 18-stego pomykałam jeszcze w letniej, lekkiej jak motyle skrzydło spódniczce) był bardzo ciepły początek października. Wisła sucha jak wiór obnażyła swoje wnętrzności. Można było po łachach piachu chodzić jak po plaży i zbierać muszelki.


Potem spektakl rudości i zamierającego światła.

 



Tak. Już ta jesień tu jest, czuć ją w powietrzu, czuć ją w wodzie, czuć w studentach opijających się po parkach tanimi winami :D Zaraz się zacznie coroczne straszenie halołinem, który jak wiadomo nie jest starożytnym wynalazkiem celtyckim tylko Świętem Szatana :D Będzie grobing ze zniczyngiem (w zeszłym roku po raz pierwszy słyszałam znicz z pozytywką - proszę Państwa, Ameryka przybywa do nas nie halołinem, ale śpiewającymi zniczami; ich przemysł funeralny jest przebogaty i syci się chińską produkcją, ciekawa jestem co jeszcze się wpisze w sarmacką mentalność poza zniczami z pozytywką prosto z Chin, w stylu amerykańskim :D).

Chciałam tu zamieścić znów swoje bezwstydne zdjęcie z gęsią skórką, ale jest mi tak strasznie głupio to zrobić, że nie zamieszczę :D W końcu to nie jest narcystyczny blogaś szafiarski :D Jeśli ktoś jest ciekawy mej osoby bardziej niż trochę, to zapraszam do przeszukania paska z zakładkami na tym blogu ;)

6 komentarzy:

  1. A powiedz mi Absyntysiuniuniu skąd takie ładne zdjęcie jak te ostatnie zaczerpnęłaś? Sama zrobiłaś? Czy to też w Toruniu? Ten nowy most ładnie się wpisuje w krzaczory tak z innej beczki :D

    Mówisz, że jesień? "Idzie jesień, będzie psychicznie trudniej".
    Październik lubię. Jako urodzony w początkach października dobrze się czuję w tej niespiesznej porze roku, kiedy odcienie szarości spowijają nie tylko to co widzimy, ale i to co miewamy w środku. Dlatego dobrze mi się patrzy na toruńskie gęby, które posmutniałe gapią się na mnie. A ja im wtedy: "I co gagatki?! Ja tak mam przez cały rok!".

    Ta zmienność pór roku jest świetna. Był czas letnich wariacji, a teraz czas październikowego wyciszenia. Czas na dobrą książkę i spotkania z ludźmi w ciepłych pokojach. Czas na złość po kolejnym rachunku za ogrzewanie i czas na wariackie spotykanie ludzi po internetach. A na końcu jedno i to samo. Kliknięcie "nowy post" na blogu i ta sama jazda bez trzymanki w rytmie "invest in love".

    PS. Przejrzałem Twoją galerię na fejsbuku. Przyznam, że aż boję się tej Twojej pewności siebie, którą masz w spojrzeniu. Połamałaś mnie tym. Jak trafię na Ciebie kiedyś w Toruniu to mam nadzieję, że będzie to na ulicy Ciasnej. Tam mdleć z wrażenia to nie wstyd, bo nikt nie widzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Most jest z innej beczki, bo most już jest, a na tych zdjęciach (z zeszłego roku) leży sobie właśnie w krzaczorach i jest zaledwie potencjalnym mostem (właściwie to nie jest nawet most tylko część mostu, jak to się nazywa oficjalnie, czy jest na sali inżynier?). Tak, to Toruń. Jak się schodzi z Winnicy w stronę OBI jest taki rozległy teren zielony, jesienią oczywiście żółto-pomarańczowy. Zdjęcia są z 2012, bo w tym roku jeszcze TAKA jesień do Piernikowa nie zajrzała :D

    E tam z tymi książkami. Wolę jesienią jeszcze pobiegać trochę po świecie, gdzieś w grudniu, który zazwyczaj nie jest wcale biały, ale ciemny i zdychający, będzie czas na wciskanie się pod stos poduszek ;)

    Omdleń na Ciasnej nie polecam, można sobie coś wybić czy poważnie zadrapać. Po tej stronie starówki gęsto od pubów, których w latach studenckich nie unikałam, więc powiedzmy, że, niesławnie, wiem co mówię. Moje spojrzenie jest chyba bardzo przyjazne i sympatyczne? Tak przynajmniej mi dotąd mówiono... Ze strachu? Ojoj!

    OdpowiedzUsuń
  3. W mojej okolicy jeszcze nie jest aż tak jesiennie, ale już się czaję na jesienne, nastrojowe zdjęcia ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga połowa października podobno ma nam zrekompensować braki ładnej aury na przełomie miesięcy. Zobaczymy :D

      Usuń
  4. ,"... z internetu wylewa się tsunami jesiennych inspiracji, narzekań i klątw. To nie jest smakowanie życia. Życiem trzeba się delektować, nie poganiać go, bo ucieka^^..."" marry me!
    strasznie mnie to wk^%&^&, a już najabardziej wku&^&* mnie narzekanie i tylko narzekanie, i nie kiwnięcie nawet palcem, aby sobie jakoś chociażby poduszkę poprawić, bo niewygodnie, bo plecy bolO itd. wiadomo o co mi chodzi.
    jeszcze jedna grupa, to idioci co sami sobie źle zrobili/robią i narzekają na swój smutny los, nie znoszę osób, które chcą być w centrum uwagi poprzez wzbudzanie litości, opowiadaniem jak to im źle i nie dobrze, kiedy w większości przypadków sami do tego złego stanu z premedytacją doprowadzili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, z życiem czasami trzeba się brać za bary, pogonić siebie :D Wyzwania, nowe cele...to też jest smakowanie życia (przynajmniej dla mnie). Czasem wypadałoby jednak dać mu popłynąć sobie bez spinania się. Zwłaszcza w sprawach tak mało poważnych na jakie zazwyczaj ludzie smęcą ;)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.