piątek, 25 października 2013

Natura światła - post bzdurny


Zazwyczaj to cień/ciemność kojarzymy z czymś złym, z chaosem, zagubieniem, brakiem orientacji. Tymczasem to, co dla nas we wszechświecie wydaje się ludzkie, to właśnie entropia. Okrutne i ludzkie. Nie zasady, stałe, niezmienne, ale niepewność, przypadek i przemijanie. Początki wszechświata to przecież ciemność. Zupełna. Cicha. Twarda. Razem ze światłem idzie coś miękkiego, podobnego do ludzkiego naskórka, mieniącego się, żywego. Ale razem z nim idzie też walka i niepokój. Jest w świetle miękka, kojąca, błoga wolność od materii, a zarazem przez tę nieuchwytność zdaje się promień światła okrutnie uśmiechać.

Natura światła.
Nie ta fizyczna. Na dobrą sprawę co mnie obchodzi cząsteczkowo-falowa dewiacja światła? Światło to życie. To mnie obchodzi. I paradoksalnie (a paradoksy obchodzą mnie przede wszystkim): światło to życie materii nieożywionej, a nawet tego, co "materią" jeszcze/już nie jest. Kolory to wibracje, nic więcej, duszki, wróżki :D Żyją dzięki światłu. Czy jest coś bardziej oczywistego dla oczu, a jednocześnie mniej uchwytnego? Nasz zmysł wzroku wydaje się być tym najkonkretniejszym, najbardziej przyziemnym ze zmysłów. Gdy tępieje, odczuwamy różnicę od razu. Świat robi się mniej strawny, matowy, pusty. Myślę, że osoba o słabnącym wzroku czepia się dość rozpaczliwie wspomnień, chce by jak najdłużej były, właśnie, żywe.

Z drugiej strony, to tylko światło. Ulotność, lekkość. Zmienność. Przypomina wodę. Może być długo jednostajne, może być wyraziste, by za chwilę migotać, kaprysić i ostatecznie zaniknąć. Światło ma osobowość.


Van Gogh być może chciał ukrzyżować słońce na swoich obrazach. Wierzył, że albo mu się uda albo słońce go zwycięży. To były jakieś zapasy z boską siłą, Vincent był naznaczony. A może zaklęty? Ostatecznie przegrał. A może wygrał? W kulturach świata od niepamiętnych czasów kojarzono słońce z krwią. Ale to inna historia.





3 komentarze:

  1. dobry wpis, zwłaszcza w obliczu zbliżających się miesięcy absolutnego mroku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od połowy listopada w moim mieszkaniu zapadają egipskie ciemności, poza uśpionymi zimowo sukulentami nic tu nie przetrwa z roślin, o czym się boleśnie przekonałam w zeszłym roku. Od marca sobie rekompensuję, bo mam popołudniami słońca aż w nadmiarze i na balkonie i w domu. Inna sprawa to, że i na dworze szybko się robi ciemno, a ja raczej późno wstaję :D

      Usuń
  2. taki egipski mhroq to też dobry nastrój, jeśli umie się nim operować na tyle, aby nie popadać w całkowite depresje i samoudręczanie ;>

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.