czwartek, 22 sierpnia 2013

Zapach wspomnień

Posiadam wilkołaczy, czuły organ, którym zapach można badać lub celebrować, zależnie od tego, która żądza silniejsza. Nic innego nie przenosi tak gwałtownie w odległe miejsce, nie chwyta tak brutalnie, nie wkręca się w człowieka. Nic innego tak szybko nie budzi emocji nim rozum się weźmie do rzeczy. Zapach już budzi skojarzenia nim zdamy sobie sprawę z tego, że coś czujemy. Próbowałam sobie przypomnieć pierwszy zapach. To najwcześniejsze wrażenie jakie pamiętam, dziecięce. Właśnie. Pamięć zapachu ma inną strukturę niż pamięć wzrokowa czy słuchowa. Aby odnaleźć zapachowe wspomnienie nie wystarczy pogrzebać w odbłyskach dni minionych. Trzeba dziś, teraz przerzucić zapachy wokół siebie, ostrożnie, z uwagą, przyjrzeć się swoim reakcjom, a potem dać się ponieść. Czuła mieszanka analizy i niedopowiedzenia. Mieszanka - to słowo ma jeszcze jedno znaczenie, gdy idzie o zapach. Większość aromatów wokół nas nie tylko baraszkuje radośnie po skali, bo nie ma jednego zapachu róży czy smrodu spalenizny, ale do tego miesza się z innymi.

Może ten mój pierwszy zapach jest gdzieś ukryty w znanych mi doznaniach, ale zapomniałam? Uśpiłam go. Może to nie jeden aromat, ale jedyna w swoim rodzaju, przelewająca się, mieniąca różność?

Pewnie ten pierwszy zapach to nie był poetycki aromat natury i marzeń, ale coś bardzo przyziemnego, przypieluchowego :D Ale czy to zapamiętałam? Wątpię. Przez pierwszą część życia człowiek jakoś łatwiej zapamiętuje dobre rzeczy, chyba tak działa (na pewno są wyjątki) nasz system obronny w psyche. Nie znalazłam jeszcze. Nie pamiętam. Bardzo blisko jest zapach wieczornego, letniego jeziora. Zapach świeżo tartego drewna, desek, żywicy. Zapach skoszonej trawy i wysokich piór traw po deszczu. Miód. Mleko krowie, ciepłe, parujące - niezbyt mi podchodził, zatykałam nos, by pić. Wiejskie masło o aromacie zarazem mdłym i ostrym. Milion róż - wtedy zawsze to był milion ciężkich, pełnych owadzich skrzydeł, aksamitnych różanych głów zwieszających się bajecznie z pergoli.

Edward Steichen, Heavy Roses (Voulangis, France, 1914)

3 komentarze:

  1. Nie pamiętam pierwszego zapachu ale zapachy dzieciństwa i owszem, niezwykle silnie- bez rosnący pod oknami babci, świeże siano i maciejka z letnich wieczorów, stara kuchnia dziadka, palone jesienne liście i orzechy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Palenie liści, taaaak. Kojarzy mi się ze szkołą prawie jak farba drukarska, którą było czuć w nowych podręcznikach :D

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.