piątek, 5 kwietnia 2013

Ponure zamki, cienie przeszłości i niejasne sprawki ;)

Historię wszyscy doskonale znają: jeśli nie z powieści, to z filmów, a przede wszystkim grasuje sobie radośnie Potwór Frankensteina, nazywany po prostu Frankensteinem (to się nasz Doktor w grobie przewraca!), w popkulturze. Już całkiem bez kontaktu z jakąkolwiek narracją. Stał się bytem samodzielnym, ikoną grozy i poczciwym retro-straszydłem.

Pobawimy się dziś w detektywów.

Szalony uczony

Zacznijmy od twórcy monstrum - studenta filozofii naturalnej, Wiktora Frankensteina. Tworzy on i ożywia stwora, przekraczając granicę śmierci i życia (w tej kolejności). Pierwowzorem postaci ogarniętego obsesją uczonego mógł być alchemik, wynalazca-fizyk, myśliciel – Johann Konrad Dippel. Czym jednak sobie na to zasłużył? Nazwisko bohatera pochodzi od zamku Frankenstein, w pobliżu Darmstadt, w Niemczech: to właśnie tam zamieszkiwał i tworzył wspomniany uczony. Eksperymenty tego pana nie były takie znów niewinne, jakby przystało na zwykłego pasjonata wymienionych dziedzin. Podobno nie obyło się bez fragmentów ciał zwierząt i ludzkich zwłok, obsesji w temacie życia wiecznego i ostatecznego wygnania z zamku przez mieszkańców okolicy. Czyżby tradycyjne widły i pochodnie pod zamkiem nie były tylko znakiem rozpoznawczym staromodnej, malowniczej, mrokliwej fikcji, ale zdarzało się naprawdę

Gdyby ktoś chciał zwiedzić niemiecki zamek, szczególnie w okresie, gdy odbywa się tam duży festiwal (Halloween), to garstka informacji, dostępna na przykład tu:

Ciekawa miejscowość, nie tylko, gdy mowa o samym zamku. Niedaleko leży Ilbes Berg - według legend miejsce sabatów. U podnóża wzgórza znajduje się miejsce, w którym w 1512 roku rycerz Georg von Frankenstein stoczył pojedynek ze smokiem. Gotycko aż iskry idą!

Zamek Frankenstein (źródło: http://m.onet.pl/wiedza-swiat/podroze/na-weekend,0326k)

Facjata pana naukowca, Johanna Konrada Dippela (źródło)
Czyny niecne i krwawe

Johann Konrad Dippel i zamek, na którym mieszkał to niejedyny trop, którym pójdziemy. Na Dolnym Śląsku leży miejscowość, wtedy niemieckie Frankestein, dziś Ząbkowice Śląskie. Mary Shelley miała jakoby spotkać podczas swojej podróży po Europie, doktora, którego rodzina zamieszkiwała tę właśnie miejscowość. Oczywiście, to tylko legenda, dziś - krążąca po internecie.

Ale momencik, ówczesne Ząbkowice nie cieszyły się dobrą sławą i może dałoby się jakoś oba wątki połączyć - powieści i autentycznych wydarzeń. Otóż w czasach Mary Shelley, pamiętano jeszcze o rzekomych praktykach grabarzy, którzy byli oskarżeni w 1606 r. o sporządzanie proszku z ludzkich zwłok. Taki trujący specyfik miał być rozsypywany w domach i rozsmarowywany na klamkach. Oczywiście, ze skutkiem śmiertelnym dla mieszkańców i zyskiem dla grabarzy. Legenda tej barokowej afery "łowców skór" była w XIX wieku jeszcze całkiem żywotna...

Zaraza wcale nie wygasła po tym, jak skazani zostali straceni. Powstała legenda "diabelskiego potwora", a w jaki sposób może się do całej tej sprawy odnosić powieść Shelley pogdybam sobie w następnym wpisie o Frankensteinie.

Mroczne wersy historii miejscowości Frankenstein miały swój pełen grozy epilog jeszcze w XX wieku. W międzywojniu w sąsiednich Ziębicach szalał morderca-kanibal, Karl Denke. Swoją makabryczną praktykę morderczą przetestował na 40 ofiarach (o tylu wiadomo), które zwabił do domu. Zrobił z tego niezły interes: ciała ofiar podobno peklował i posyłał dalej w świat poprzez miejscowy targ. Skóry wykorzystywał do wyrobu galanterii skórzanej.

W okolicy wybuchła panika, która doprowadziła do bankructwa miejscowej wytwórni konserw. Ludność nie chciała jeść wędlin przez wiele miesięcy ani korzystać z miejscowej wody (musiano dostarczać wodę w beczkowozach).

Historię tych zbrodni odnajdziemy w Frankenstein-Münsterberger Zeitung. Zabawne czytać o takich rzeczach przy okazji takiego tytułu, prawda?

Dla zainteresowanych tematem polecam ten artykuł: http://dolny-slask.org.pl/article.action?view=&id=502885

Przede wszystkim jednak zachęcam do przejrzenia pracy Lucyny Biały: http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/29894/Lucyna_Bialy_Z_ciemnych_kart_historii_Ziebic.pdf
Autorka odkryła w 1999 r. całą zapomnianą sprawę i po raz pierwszy przedstawiła historię na konferencji polsko-czeskiej zorganizowanej przez Centrum Badan Śląskoznawczych i Bohemistycznych Uniwersytetu Wrocławskiej w Muzeum Sprzętu Gospodarstwa Domowego w Ziębicach.

Powieść

Nie będę się rozpisywać o samej powieści, która moim zdaniem, jest dziełem bardzo urodziwym i ciekawym. Polecam. Kino bardzo tę opowieść spłyciło, ale uczyniło, paradoksalnie, bardziej nieśmiertelną. Pokazało nam groźne monstrum i diaboliczną stronę nauki w atrakcyjnie gotycyzujących wygibasach. Musi być burza, noc i krwawe czyny. Kino przy okazji "Frankensteinów" uczy strachu przed głupotą Rozumu, to dobrze. Okradło jednak opowieść z całej tragiczności, głębi zagadnienia winy i odrzucenia inności - chociaż film Kenneta miał ambicję przywrócić ten punkt widzenia. Marysia dała nam bardzo przejmujący zestaw pytań, na który nie da się odpowiedzieć inaczej niż wałkując je bez końca: ile potwora w człowieku, ile winy w potworze?

2 komentarze:

  1. o widze, że brak wiosny inspiruje dalej do drążenia gotycyzmu Marysi ;)
    W Ząbkowicach byłam widziałam, jak cały Dolny Śląsk mi się bardzo podobały, no a że mieszkańcy lubią dziwne krwawe sporty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gotycyzmy szalenie lubię, tylko w opracowaniach tematów historycznych bolą kwiatki zgodne z tą konwencją ;)

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.