poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Adrienne Segur - ilustracje do "Alicji w Krainie Czarów"

Dziś znów "klasycznie" w kategorii bajkologicznej :D

Ilustracje zebrane na fanpejdżu















Więcej prac tej autorki można sobie obejrzeć tu (nie wątpię, że do tej autorki jeszcze tu wrócę); na stronie również szczegółowe informacje:

środa, 17 kwietnia 2013

Między światami

Film, który tak ładnie zareklamowałam w poprzednim poście, miał ciekawy plakat nawiązujący do sławnego obrazu Johanna Heinricha Füssliego "Nocna mara". To może dziś pobłądzimy sobie między jawą i snem, w wymiarach zamieszkanych przez dziwne stwory i melancholijne potwory? :D

Nachtmahr, 1781


http://www.wga.hu/frames-e.html?/html/f/fuseli/05nightm.html

Obraz oczywiście zdobył dużą popularność ;) Kiedy go wystawiono po raz pierwszy w Royal Academy, w 1783 roku, zawieszając to szalone płótno obok przewidywalnych portretów pędzla J. Reynoldsa, widzowie przeżyli niezły szok, panie mdlały, a panowie je cucili ;) Sukces sprawił, że sam malarz nie ograniczył się do jednej tylko mary ;)

Drugą znaną wersją jest ten obraz:

Nachtmahr, 1790-1791
A teraz podryfujmy sobie swobodnie:

Die Entkleidung, 1806-1807

Die Schicksahlskönigin erscheint Prinz Arthur, 1769

Szalona Kasia (Die wahnsinnige Kate), 1806-1807

Ezzelin i Meduna, 1779

Fairy Mab, 1815-1820


Jeździec zaatakowany przez gigantycznego węża

Milczenie (Impresje),
Amor i Psyche, 1810

Koszmar opuszcza obóz (Der Nachtmahr verläßt das Lager zweier schlafender Mädchen ), 1793

Tytania  (Die Elfenkönigin Titania und Zettel, der Weber mit Eselskopf) - Sen Nocy Letniej, 1793-1794

Detal

Tytania znajduje magiczny pierścień (Die Elfenkönigin Titania findet am Strand den Zauberring), 1804-1805

Die Elfenkönigin Titania streichelt den eselsköpfigen Zettel, 1780–1790
 Więcej obrazów malarza możecie sobie podejrzeć tu, na przykład:

http://www.sightswithin.com/Johann.Heinrich.Fussli/Page_1/

W języku angielskim malarz figuruje jako Henry Fuseli. Galeria na google art:
http://www.googleartproject.com/pl/artist/henry-fuseli/4125006/

Zakończymy zagadką: jakiej muzyki słuchano w królestwie elfów (według Füssliego)?

sobota, 6 kwietnia 2013

Pauline Baynes

Po gotycyzmach, które ponownie wdarły się do moich zainteresowań, zupełnie nieproszone, chociaż z drugiej strony wiek XVIII, a już zwłaszcza szramy na jego racjonalnym obliczu, które są dziełem chociażby tego radosnego gotycyzmu   - to nigdy ode mnie nie odpadnie, nieproszone ;) , tak, cóż, po gotycyzmach przydałaby się jakaś słodka przegryzka.

Sięgam po "Narnię". Zawsze mam pod ręką jakąś książkę z dzieciństwa. Detoks idealny. Na smutki i kłopoty.

Pauline Baynes była ilustratorką dzieł i dziełek Tolkiena (Rudy Dżil, Przygody Toma Bombadila, Kowal z Podlesia Większego, Drzewo i Liść, a po śmierci Tolkiena  Bilbo's Last Song (jako plakat w 1974, w wydaniu książkowym w 1990)). Twórczynią okładek brytyjskich wydań Władcy Pierścieni  z 1973 i 1981 - i plakatowych wersji map z Władcy Pierścieni i Hobbita.

Najbardziej znana chyba właśnie z ilustracji do Opowieści z Narnii C.S. Lewisa.







Pełny przegląd okładek do angielskich wydań: http://www.eq5.net/lewis/bkcovers.html










piątek, 5 kwietnia 2013

Ponure zamki, cienie przeszłości i niejasne sprawki ;)

Historię wszyscy doskonale znają: jeśli nie z powieści, to z filmów, a przede wszystkim grasuje sobie radośnie Potwór Frankensteina, nazywany po prostu Frankensteinem (to się nasz Doktor w grobie przewraca!), w popkulturze. Już całkiem bez kontaktu z jakąkolwiek narracją. Stał się bytem samodzielnym, ikoną grozy i poczciwym retro-straszydłem.

Pobawimy się dziś w detektywów.

Szalony uczony

Zacznijmy od twórcy monstrum - studenta filozofii naturalnej, Wiktora Frankensteina. Tworzy on i ożywia stwora, przekraczając granicę śmierci i życia (w tej kolejności). Pierwowzorem postaci ogarniętego obsesją uczonego mógł być alchemik, wynalazca-fizyk, myśliciel – Johann Konrad Dippel. Czym jednak sobie na to zasłużył? Nazwisko bohatera pochodzi od zamku Frankenstein, w pobliżu Darmstadt, w Niemczech: to właśnie tam zamieszkiwał i tworzył wspomniany uczony. Eksperymenty tego pana nie były takie znów niewinne, jakby przystało na zwykłego pasjonata wymienionych dziedzin. Podobno nie obyło się bez fragmentów ciał zwierząt i ludzkich zwłok, obsesji w temacie życia wiecznego i ostatecznego wygnania z zamku przez mieszkańców okolicy. Czyżby tradycyjne widły i pochodnie pod zamkiem nie były tylko znakiem rozpoznawczym staromodnej, malowniczej, mrokliwej fikcji, ale zdarzało się naprawdę

Gdyby ktoś chciał zwiedzić niemiecki zamek, szczególnie w okresie, gdy odbywa się tam duży festiwal (Halloween), to garstka informacji, dostępna na przykład tu:

Ciekawa miejscowość, nie tylko, gdy mowa o samym zamku. Niedaleko leży Ilbes Berg - według legend miejsce sabatów. U podnóża wzgórza znajduje się miejsce, w którym w 1512 roku rycerz Georg von Frankenstein stoczył pojedynek ze smokiem. Gotycko aż iskry idą!

Zamek Frankenstein (źródło: http://m.onet.pl/wiedza-swiat/podroze/na-weekend,0326k)

Facjata pana naukowca, Johanna Konrada Dippela (źródło)
Czyny niecne i krwawe

Johann Konrad Dippel i zamek, na którym mieszkał to niejedyny trop, którym pójdziemy. Na Dolnym Śląsku leży miejscowość, wtedy niemieckie Frankestein, dziś Ząbkowice Śląskie. Mary Shelley miała jakoby spotkać podczas swojej podróży po Europie, doktora, którego rodzina zamieszkiwała tę właśnie miejscowość. Oczywiście, to tylko legenda, dziś - krążąca po internecie.

Ale momencik, ówczesne Ząbkowice nie cieszyły się dobrą sławą i może dałoby się jakoś oba wątki połączyć - powieści i autentycznych wydarzeń. Otóż w czasach Mary Shelley, pamiętano jeszcze o rzekomych praktykach grabarzy, którzy byli oskarżeni w 1606 r. o sporządzanie proszku z ludzkich zwłok. Taki trujący specyfik miał być rozsypywany w domach i rozsmarowywany na klamkach. Oczywiście, ze skutkiem śmiertelnym dla mieszkańców i zyskiem dla grabarzy. Legenda tej barokowej afery "łowców skór" była w XIX wieku jeszcze całkiem żywotna...

Zaraza wcale nie wygasła po tym, jak skazani zostali straceni. Powstała legenda "diabelskiego potwora", a w jaki sposób może się do całej tej sprawy odnosić powieść Shelley pogdybam sobie w następnym wpisie o Frankensteinie.

Mroczne wersy historii miejscowości Frankenstein miały swój pełen grozy epilog jeszcze w XX wieku. W międzywojniu w sąsiednich Ziębicach szalał morderca-kanibal, Karl Denke. Swoją makabryczną praktykę morderczą przetestował na 40 ofiarach (o tylu wiadomo), które zwabił do domu. Zrobił z tego niezły interes: ciała ofiar podobno peklował i posyłał dalej w świat poprzez miejscowy targ. Skóry wykorzystywał do wyrobu galanterii skórzanej.

W okolicy wybuchła panika, która doprowadziła do bankructwa miejscowej wytwórni konserw. Ludność nie chciała jeść wędlin przez wiele miesięcy ani korzystać z miejscowej wody (musiano dostarczać wodę w beczkowozach).

Historię tych zbrodni odnajdziemy w Frankenstein-Münsterberger Zeitung. Zabawne czytać o takich rzeczach przy okazji takiego tytułu, prawda?

Dla zainteresowanych tematem polecam ten artykuł: http://dolny-slask.org.pl/article.action?view=&id=502885

Przede wszystkim jednak zachęcam do przejrzenia pracy Lucyny Biały: http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/29894/Lucyna_Bialy_Z_ciemnych_kart_historii_Ziebic.pdf
Autorka odkryła w 1999 r. całą zapomnianą sprawę i po raz pierwszy przedstawiła historię na konferencji polsko-czeskiej zorganizowanej przez Centrum Badan Śląskoznawczych i Bohemistycznych Uniwersytetu Wrocławskiej w Muzeum Sprzętu Gospodarstwa Domowego w Ziębicach.

Powieść

Nie będę się rozpisywać o samej powieści, która moim zdaniem, jest dziełem bardzo urodziwym i ciekawym. Polecam. Kino bardzo tę opowieść spłyciło, ale uczyniło, paradoksalnie, bardziej nieśmiertelną. Pokazało nam groźne monstrum i diaboliczną stronę nauki w atrakcyjnie gotycyzujących wygibasach. Musi być burza, noc i krwawe czyny. Kino przy okazji "Frankensteinów" uczy strachu przed głupotą Rozumu, to dobrze. Okradło jednak opowieść z całej tragiczności, głębi zagadnienia winy i odrzucenia inności - chociaż film Kenneta miał ambicję przywrócić ten punkt widzenia. Marysia dała nam bardzo przejmujący zestaw pytań, na który nie da się odpowiedzieć inaczej niż wałkując je bez końca: ile potwora w człowieku, ile winy w potworze?

środa, 3 kwietnia 2013

Rok 1816, rok bez lata

Być może jest zbyt wcześnie na prorokowanie kolejnego "roku bez lata", ale puśćmy wodze wyobraźni. Ta zimowa aura zachęca do wycieczek mentalnych.

W roku 1816 doszło do serii niefortunnych anomalii pogodowych (głównie w Stanach, Kanadzie i na północy Europy), które za to zaskutkowały całkiem fortunnie w kulturze. W Holenderskich Indiach Wschodnich (dziś Indonezja) rok wcześniej doszło do erupcji wulkanu Tambora, aktywne były również inne wulkany (od 1812), trwał okres małej słonecznej aktywności. Temperatury spadły. Pogoda wariowała: mróz zniszczył większość plonów już w maju, w czerwcu szalały burze śnieżne, w lipcu i sierpniu zamarzały jeziora. Czasem upał przechodził w ciągu kilku godzin w temperaturę poniżej zera. Doszło oczywiście do klęski nieurodzaju, klęski głodu i masowych zachorowań.

Wśród "wynalazków" kulturowych związanych z ówczesnymi zmianami w pogodzie wymienia się obrazy Williama Turnera (zachody słońca mogły być faktycznie spektakularne, takie jak na jego obrazach), ale także welocyped (Karla Draisa). Przyczyną powstania pojazdu mógł być brak owsa dla koni ;)

Najciekawsze jednak jest to, co zdarzyło się latem 1816 roku w Villi Diodati, niedaleko Jeziora Genewskiego. Wieczory były burzowe, dni deszczowe. Towarzystwo zebrane w posiadłości Byrona nudziło się niemiłosiernie, więc umilało sobie czas dyskusjami o literaturze, nauce, czytaniem na głos, opowiadaniem anegdot i historyjek. Aura i ponure czasy zachęcały do opowieści strasznych i smutnych, więc powracał wątek duchów i grozy.  Czytano Tales of the Dead (anonimowe tłumaczenie francuskiej Fantasmagoriany). Zdaje się, że to gospodarz zaproponował, by każdy napisał własne opowiadanie grozy. W ramach rozrywki, w ramach towarzyskich zawodów.

Percy Shelley zaczął tworzyć Fragment of a Ghost Story, a także inne utwory. Byron nadgryzł Fragment of a Novel, ale porzucił swój pomysł. Stworzył postać Augustusa Darvella, która spodobała się Polidoriemu. Ten z kolei napisał legendarnego Wampira z diaboliczną postacią Lorda Ruthvena. Historia tego utworu, powiązania z Byronem, a nitek prowadzących do niego jest więcej niż tylko ten jeden wieczór, są na tyle zajmujące, że na pewno i im poświęcę chwilę czasu.

Tego lata Mary Shelley, ówcześnie jeszcze nie żona Percy'ego (chociaż byli już w nieformalnym związku), rozpoczęła pisanie powieści, która z biegiem lat przyjęła tytuł Frankenstein, albo współczesny Prometeusz. I o tym będzie następny wpis, bo sprawa jest fascynująca (to jedna z moich ulubionych historii leżących gdzieś w pobliżu dziedziny gotyckiej powieści), jest w niej nawet wątek polski :D

Obiecuję, że jeśli będziemy mieli "rok bez lata", napiszę coś na miarę Frankensteina ;)

Obrazy Turnera, na których widać "ślady" zmian kolorytu nieba, które wywołały wybuchy wulkanów:

Joseph Mallord William Turner: Norham Castle: sunrise" (c.1835-40, London , Tate Gallery)

Joseph Mallord William Turner: "The fighting Teméraire tugged to her last berth to be broken up" (1839, London , National Gallery)
Zachęcam do przeczytania notki biograficznej, gdzie podkreślona jest rola "roku bez lata" w twórczości malarza: http://www.theartwolf.com/turner_biography.htm

I nasza Marysia:
Miniatura na kości słoniowej przedstawiająca Mary Shelley; wizerunek oparty na masce pośmiertnej;  Reginald Easton, 1851–93, Oxford, Bodleian Libraries