środa, 24 października 2012

Bardzo głośny tupot trupich nóżek - halołinowe kontrowersje

Zignorujmy na moment komercyjny, nachalny tupot trupich nóżek. Pogrzebmy w korzeniach. Zanim fantazyjne dyniowate stwory, przebrania dla dzieci i gumowe nietoperze trafiły na sklepowe półki, Halloween było naprawdę ważnym świętem dla małych, szczególnie wiejskich wspólnot w kilku krajach europejskich. Dopiero w czasach wiktoriańskich (bo głównie w Anglii i USA), razem z Gwiazdką zaczęło przenikać do kultury masowej, a potem popularnej. I ktoś (a raczej masa ktosiów) zaczął zbijać na tym nietoperkowato-dyniowatym interesie niezłe pieniądze. 


Do nas Halloween trafia w takiej właśnie, spopularyzowanej, komercyjnej formie. Pomijam tu nieliczne osoby zainteresowane szczerze źródłami autentycznego Halloween. To (nie)święto "bije się" o uznane miejsce w kalendarzu z naszym pierwszym listopada, tak przynajmniej ludzie zazwyczaj to traktują, a bój grzmiących antyhalołinowców i rozrywkowych halołinowców toczy się w mediach od połowy października. W Polsce coraz popularniejsze są halloweenowe imprezy, na których bawią się nie tylko dzieci, ale i dorośli. Przeglądy filmów grozy, przemarsze zombiaków i innych przebierańców, w karnawałowej oprawie. Nie sposób nie zauważyć tego zamieszania.

Halloween - święto dusz

Nie wiadomo dokładnie w jakich dokładnie okolicznościach Matka Kultura wydała na świat Halloween. Wiadomo, że dla małych wspólnot jeszcze w XIX wieku było drugim, najważniejszym po Gwiazdce świętem w chłodniejszej połowie roku. Było tak ważne, bo rozpoczynało czas panowania Zimy (tak, tak, koniec października w kalendarzu rolniczym to już w zasadzie nadejście zimy, a przynajmniej jej zapowiedź). Trwające krótko, efemeryczne pory roku, pory przejściowe - wiosna i jesień - mają w kulturze ludowej rację bytu jako momenty związane z symboliką granic. Jak w żadnym innym okresie ważne są kontrasty, starcie sił życia i śmierci, przybycie ambiwalentnych bytów zamieszkujących świat inny niż ludzki.

Z jednej strony Halloween, w końcu święto jesieni, oznaczało początek smutnego, ciężkiego czasu, okresu przetrwania, którego najgorsze dni kończyły się symbolicznie w tygodniu między Bożym Narodzeniem, a Sylwestrem lub nawet w okolicach Trzech Króli. Dnia ubywa, idzie czas ciemności. Nadchodzi najkrótszy dzień w roku. Dopiero po przesileniu zimowym powraca czas wzrastającego słońca, a wzrasta ono powoli i stale jest zagrożone. Okresy tego typu były szczególnie "groźne" dla ludzi. I nie chodzi tylko o to, że zwyczajnie było głodno, chłodno i ponuro. Od najdawniejszych czasów ludzie w tym okresie przeżywali różne lęki przed Nadprzyrodzonym, które w tych dniach ciemności, dniach mgły wymyka się ze swojego świata i niekoniecznie ma dobre intencje wobec ludzi.

Z drugiej strony, to właśnie teraz nastaje czas kiedy spiżarnia jest jeszcze pełna, wspomnienie lata ciepłe, a jesień uśmiecha się kolorowo, chociaż krótko. Halloween przypadało na czas gromadzenia zapasów i było przy tym zapowiedzią świętowania Gwiazdki, wstępną ucztą, prologiem festiwalu światła, śmiechu, zabawy. Nie zapominajmy, że należy tę tradycję wesołego karnawału łączyć z powszechnym w wielu kulturach podejściem do świata duchów/zmarłych, w którym się ten świat przegania czy oswaja za pomocą śmiechu i hałasu. Takie samo rozumienie relacji świat żywych-świat zmarłych występuje chociażby w tradycji meksykańskiej.

Halloween - święto strachów

Jakieś dwa tysiące lat temu na Wyspach Brytyjskich i w północnej Francji przy okazji święta żniw (zbiorów) żegnano ciepłą porę roku, a witano trudny czas "zimy" oraz obchodzono święto duchów (zmarłych i nienarodzonych). Mówimy tu o tradycji celtyckiego Samhain. Wielu badaczy właśnie z niego wywodzi pochodzenie Halloween. Tereny zamieszkane przez Celtów w późniejszym czasie uległy przynajmniej częściowej romanizacji, więc uważa się, że święto ma także korzenie rzymskie i łączy się z kultem Pomony. Pomona była bóstwem, które w przybliżeniu można określić jako boginię sadów, letnich zbiorów, owoców. Tak czy inaczej w Halloween łączą się wyraźnie święto zbiorów i święto duchów.

Celtowie uważali, że w Samhain światy ludzi i duchów, zazwyczaj wyraźnie rozdzielone, ulegają przemieszaniu. Świat duchów to nie tylko dusze kochanych zmarłych, ale także złośliwe demoniszcza, które należało odstraszyć. W tym samym czasie, gdy na ucztę w domostwie zapraszano przodków (porównajcie to z naszymi rodzimymi dziadami w tym samym mniej więcej czasie) starano się odgonić złe duchy i zapewnić sobie ochronę. Stąd tak ważna symbolika ognia i ognisk (a także związane z tym ofiary) - na początku wygaszanie palenisk w domach w celu zniechęcania szkodliwych paskud z zaświatów, a potem rozpalanie wielkich rytualnych ognisk, aby zasilić umierające słońce oraz późniejszy zwyczaj przebierania się tak charakterystyczny dla Halloween (prawdopodobnie druidzi przebierali się w specjalne stroje kojarzone ze światem duchów, a ludzie chcąc zniechęcić złośliwe duchy do swoich siedzib i siebie samych przebierali się za biedaków - w celu uniknięcia opętania).

Duchy, zjawy, demony, zmarli - stąd dzisiejsze Halloween to święto horroru, który zasiedliły wszystkie te stwory z pogranicza światów i z królestwa zła :D

W tym samym czasie starano się również przepowiadać przyszłość. Ważny był aspekt wywróżenia sobie tej najbliższej, związanej z przetrwaniem zimy. Pamiętajmy jakie to były czasy: tuż za granicą wioski zaczynał się ogromny las lub pustkowie. W zimowe wieczory słychać było dziwne odgłosy i wycie wiatru. W trakcie śnieżnych zim, gdy lato było nieurodzajne, kończyła się żywność. Do tego tereny, na których Halloween było obchodzone przed wielkim atakiem popkultury, usiane były szczątkami zaginionej, nie do końca już zrozumiałej kultury Celtów i megalitycznych kultów. Wciąż żywa była tradycja, folklor, opowieści o jeszcze pogańskim rodowodzie, zaludnione duszkami i bóstwami sprzed wieków. Oczywiście, świętowano także to, że udało się zakończyć z powodzeniem letnie prace, przygotować do zimy. Stąd jest to głównie święto celebrowane na terenach wiejskich. To właśnie dlatego tak ważna jest obecność dyni (i innych owoców, na przykład jabłek, które symbolizują jesień jako początek zimy - czas robienia zapasów).

Zwyczaj stawiania w domu dyni-lampionu na Halloween wywodzi się folkloru irlandzkiego, gdzie Jack-o'-latern była lampką dla duchów, które należało uwolnić z uwięzienia w ciałach zwierząt uważanych za chowańce czarowników (lub umieszczonych tam za grzechy). Można ten typowy dla święta lampion także skojarzyć z błędnymi ognikami-duszami zmarłych. W Wielkiej Brytanii dość powszechny był zwyczaj zostawiania w nocy z 31 października na 1 listopada jedzenia i napojów na wierzchu. Oczywiście, dla głodnych duchów. Nie sprzątajcie więc po halołinowej bibie :)

Jako święto prawie zupełnie nieschrystianizowane Halloween, a trzeba pamiętać, że szczątki wielu pogańskich świąt doskonale się w chrześcijaństwie zakonserwowały, jest krytykowane z pozycji chrześcijaństwa. Dziś szczególnie mu się obrywa, bo do większości krajów dotarło dzięki popkulturze i w niej jest zanurzone. Jeśli do tego dodać niechęć chrześcijaństwa do wybitnie pogańskiego święta, a nawet kojarzenie go z wątkami satanistycznymi (ale to tak zupełnie serio, nie tylko ze względu na demony i diabły jako wesołą halołinową kompanię), nie dziwi negatywne nastawienie sporej części społeczeństwa do świętowania Halloween. Nie tylko w Polsce.

Warto zwrócić uwagę na to, że nie jest to święto słowiańskie i dlatego odrzucają je słowiańskie rodzimowiercze związki wyznaniowe, przynajmniej jako rzeczywiste "święto". Uznają one, że na naszym terenie powinniśmy odwoływać się do tradycji dziadów, jeśli chcemy dbać o przedchrześcijańską tradycję. Myślę jednak, że ten czas jest szczególny. Dla kogoś kto interesuje się folklorem całego świata nie istnieje przeszkoda w refleksji nad tradycją zarówno rodzimą, jak i tą odległą, ale z jakiś powodów atrakcyjną uniwersalnie. Nawet jeśli cała ta oprawa folklorystyczna Was nie interesuje (w co jednak wątpię skoro ktoś doczytał do tego momentu ;) ), warto się zawsze spotkać w gronie zgranych ludzi i spędzić razem ten dzień. Jedna z niewielu "świątecznych" okazji, gdy można sobie z czystym sumieniem darować rodzinę, a spotkać się tylko ze znajomymi.  Ze swojej strony mogę dodać jeszcze, że lubię Halloween w wersji vintage. Chodzi mi o ten okres wiktoriańsko-edwardiański, gdy razem z Gwiazdką stawało się świętem dzieci i trafiało masowo pod strzechy, ale jeszcze nie zalatywało tandetą z gumy i plastiku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.