niedziela, 1 stycznia 2017

Muchomorów moc z okazji Nowego Roku!

Na dawnych kartkach bożonarodzeniowych, ale przede wszystkim noworocznych pojawiały się symbole szczęścia: czterolistne koniczynki, świnki, podkowy, monety, biedronki. Najczęściej jednak towarzyszyły one prawdziwej gwieździe zimowych życzeń, czyli muchomorowi czerwonemu. Często na pocztówkach z muchomorkami pojawiają się też skrzaty, czasami nawet mamy do czynienia ze swoistą mutacją w świecie nadprzyrodzonym, gdy ożywiony muchomor jest jednocześnie takim właśnie karzełkiem. O muchomorach i ich znaczeniu w folklorze pisałam już dawno temu, TU i TAM, ale być może czas odkurzyć temat, ale z nieco poważniejszej strony. Zanim jednak zasiądę do skandynawskich sag, polecam się jako nieposkromiony wielbiciel kiczu vintage, który świetnie sprawdza się w roli rozweselacza w ten smętny noworoczny dzień. Jeszcze cień 2016 roku, który powszechnie uchodził za mało szczęśliwy, kładzie się widać na naszym nowym, 2017, ale życzę Wam, żeby to był rok pełen pogodnego światła. Niech moc muchomorów będzie z Wami!


środa, 28 grudnia 2016

W zimowej galerii miesiąca

O zmierzchu, gdy śnieg błękitnieje albo rozkoszując się różowym porankiem. Po ciemnym, cichym lesie. W upiornym świetle księżyca. Ze śniegiem ścielącym się u stóp aż po horyzont, z zimowymi chmurami nad głową. Otrzepując ciężar puchu z gałęzi. Wdychając srebrzyste igiełki mrozu. Nucąc pod nosem na rozgrzewkę, do wtóru uśmiechniętego skrzypienia pod nogami. Chodźmy na spacer w ciepłych butach!

Rien Poortvliet

niedziela, 25 grudnia 2016

Świątecznie: Sulamith Wulfing

Większość osób zachwycających się lalkami Mariny Bychkovej nie ma pojęcia, że często główną inspiracją dla nich były postaci stworzone przez niemiecką artystkę Sulamith Wulfing. W twórczości samej Wulfing mieszają się różne wpływy: od średniowiecznych pięknych Madonn przez anioły Quattrocenta po omdlewające piękności prerafaelitów. Samo omdlewanie, czy też może omdlewająca słodycz w tych ilustracjach momentami dociera do granicy, za którą jest już tylko ból zębów. Jej ilustracje jednak, pełne "natchnionej niewinności", nie stają się płytkie i infantylne, jak to czasami się dzieje, gdy próbuje się w takiej słodkiej formie udźwignąć mistyczne podróże. Na to również uczulam - to nie są po prostu ładne obrazki z książek dla dzieci. Sulamith sięga bardzo głęboko, do swoich duchowych przeżyć i nie przerabia ich przy tym na kolorową, uroczą papkę. Jak bardzo chciałabym, żeby dzisiejsi artyści próbujący się z rozwojem duchowym, zwłaszcza spod znaku New Age potrafili sięgać po tak wyrafinowaną i jednocześnie subtelną formę! Tu anioły nie są tylko świetlistymi opiekunami, najlepiej z innych planet, a boginie nie unoszą się, medytując na chmurce zamiast starego Pana Boga, wpisane w mandalę i najlepiej ze słowiańskim wiankiem na głowie. Nie ma szczerzącego się, idiotycznego optymizmu, za to można w melancholijnych gestach postaci Sulamith odkryć taki rodzaj smutku czy bólu, który jest, no właśnie, słodki. Cieszę się, że samej Bychkovej, przywracającej popularność nieco przykurzonej twórczości swojej inspiratorki, udało się nadać swoim lalkom nie tylko dekoracyjną urodę postaci z ilustracji, ale i otoczyć zaklęciem tego nadprzyrodzonego zamyślenia.