czwartek, 13 kwietnia 2017

Germańska bogini, czarownice i Wielkanoc

Przeglądając wielkanocne pocztówki vintage, można natrafić na naprawdę dziwne rzeczy. Uroczy, nostalgiczny kiczyk to zajączki, jajeczk, kurczaczki i kwiatuszki. Czasami w fantazyjnym wydaniu: w automobilach, w kostiumach z różnych epok, w scenkach rodzajowych, w występach niemalże cyrkowych i dziś już zupełnie niezrozumiałych "metaforach" pomyślności. Pisałam o tym w poprzednich latach. W tym roku chciałabym jednak napisać Wam o pozostałościach pogańskich w Wielkanocy. Posiłkując się przykładami starych kartek świątecznych (po więcej zapraszam na Fb Absyntowej Wróżki), gdzie znajdziecie nie tylko poczciwe pisanki, ale i czarownice. Nie dlatego, że sama nie obchodzę Wielkanocy i jestem pogańską propagandzistką (nie obchodzę w tym okresie czasu żadnych świąt, chociaż obchodzi mnie ten okres czasu i można powiedzieć, że od pierwszego kwitnienia drzew w okolicy do pierwszego upalnego wieczoru mam swoje Święto Wiosny), ale dlatego, że to po prostu bardzo interesujące. Pamiętajmy, że dla pogańskiej, a w większości rolniczej Europy przywitanie wiosny było czymś bardzo, ale to bardzo ważnym. Należało zrobić to odpowiednio. Nie będzie jednak nudnych jaj i zajączków. Zabawimy się za to w etymologów i łowców czarownic.

środa, 29 marca 2017

Wracam z wikingami i baśniami

Jeśli wycofywać się na pozycje taktycznie uzasadnione, to tylko w dobrym towarzystwie, prawda? Moi drodzy czytelnicy, mam nadzieję, że mi wybaczycie niechlubną historię ponownego nawiania stąd. Umówmy się tak, że sprawy nie było albo może raczej uznajcie, że towarzystwo, w którym wracam było tym samym, w którym nawiałam. Załóżmy, że do tych pilnych życiowych spraw, które odciągnęły mnie od bloga należy grzebanie w swoich korzeniach (zaraz się wyjaśni co mają do tego wikingowie...), co nie brzmi znów tak straszliwie banalnie. Wiem, jakich wymówek się ode mnie oczekuje: jako Wróżka, istota magiczna, a już zwłaszcza Absynt, istota jawnie i prowokująco nierealna nie powinnam się przyznawać do tego, że w końcu, po dłuższym już czasie walki z nawarstwiającymi się przeciwnościami, przygięła mnie do ziemi niedorzeczność jaką jaką jest ludzka egzystencja. Możliwe, że czytając tu o mitologii nordyckiej (a następne wpisy w tej tematyce poświęcę m.in. wielkiej epickiej opowieści o stracie, śmierci i odrodzeniu) wyczujecie osobiste akcenty, ale nie będę się nurzać w prywacie, bo nie mam takiego zwyczaju. Dziś tylko się wytłumaczę ze swoich podłych, blogerskich manier i w ramach wynagrodzenia zaproponuję wstęp do tematyki nordyckiej


Ilustracja do zbioru baśni nordyckich (Norske Folke-Eventyr. Anden forøgede Udgave w oryginale) Petera Christena Asbjørnsena autorstwa Reginalda L. Knowlesa & Horaceego  J. Knowlesa  - do poczytania po norwesku TU

niedziela, 1 stycznia 2017

Muchomorów moc z okazji Nowego Roku!

Na dawnych kartkach bożonarodzeniowych, ale przede wszystkim noworocznych pojawiały się symbole szczęścia: czterolistne koniczynki, świnki, podkowy, monety, biedronki. Najczęściej jednak towarzyszyły one prawdziwej gwieździe zimowych życzeń, czyli muchomorowi czerwonemu. Często na pocztówkach z muchomorkami pojawiają się też skrzaty, czasami nawet mamy do czynienia ze swoistą mutacją w świecie nadprzyrodzonym, gdy ożywiony muchomor jest jednocześnie takim właśnie karzełkiem. O muchomorach i ich znaczeniu w folklorze pisałam już dawno temu, TU i TAM, ale być może czas odkurzyć temat, ale z nieco poważniejszej strony. Zanim jednak zasiądę do skandynawskich sag, polecam się jako nieposkromiony wielbiciel kiczu vintage, który świetnie sprawdza się w roli rozweselacza w ten smętny noworoczny dzień. Jeszcze cień 2016 roku, który powszechnie uchodził za mało szczęśliwy, kładzie się widać na naszym nowym, 2017, ale życzę Wam, żeby to był rok pełen pogodnego światła. Niech moc muchomorów będzie z Wami!