czwartek, 12 października 2017

Ci zwariowani mnisi i ich latające maszyny. Franz Ignatz Jäschke, "latający mnich" z Czerwonego Klasztoru.

Niedaleko wyniosłych Trzech Koron, nad zimnym Dunajcem leży Červený Kláštor. W tej niedużej mieścinie słowackiej między Pieninami i Magurą Spiską rolę głównej atrakcji turystycznej odgrywa dawny klasztor kartuzów i kamedułów. Już samemu jego powstaniu towarzyszy opowieść o śmierci i pokucie, o której za chwilę Wam opowiem, ale największa z okolicznych legend związana jest z pewnym człowiekiem, który przybył tu około 1756 roku, przybrawszy imię zakonne Cyprian.

kadr z filmu Legenda o Lietajúcom Cypriánovi w reżyserii Mariany Čengel-Solčanskiej (Magic Seven Slovakia)







Według jednej z krążących po Pieninach historii brat Cyprian skonstruował mechanizm do latania, dzięki któremu sfrunął z wierzchołka Trzech Koron na dziedziniec klasztoru. Miał za to zostać srogo ukarany, a jego wynalazek publicznie spalony. Dziś postaramy się przyjrzeć legendzie i zbadać ją tak, jak utalentowany mnich badał okoliczną przyrodę. Po części systematycznie i poważnie, po części poetycko i raczej mniej poważnie.


sobota, 2 września 2017

Kobiety na obrazach Ethel Léontine Gabain (artystka tygodnia)

Chłodna paleta, którą Ethel Léontine Gabain wykorzystywała, tworząc portrety, ma w sobie zarówno zimną melancholię, jak i czułość. Jej twórczość należy do tego rodzaju malarstwa, które można określić żywiołowym, a jednak w tych brudnych, szkicowych przeciągnięciach farby po płótnie jest jakaś zaduma.

Ethel Leontine Gabain, Diana Wynyard in The Silent Knight, 1938 (Walker Art Gallery, Liverpool, England)


Wkrótce jej modelkami nie były już piękne aktorki, ale kobiety zaangażowane w działania związane z wojną, a także zmiany społeczne przed i po wojnie. 

piątek, 25 sierpnia 2017

Bezwstydnie sensualne kwiatki Jana van Huysuma

Lato już obumiera. Znużone, ciężkie głowy kwiatów przygina do ziemi deszcz. Niedługo zacznie pękać skórka tych letnich tygodni, wyciekną soczyste soki jesieni. 



Na taką porę roku malarstwo Jana van Huysuma jest idealne. Zazwyczaj to rokoko żeni się z erotyczną atmosferą XVIII wieku poprzez nieokiełznaną lekkość obyczajów, ale dla mnie to barok jest sztuką przyjemnie rozerotyzowaną poprzez swoje zamiłowanie do sensualności. I wcale nie potrzeba tu ukazywać przygód ciała, które we wszystkich barokowych fałdkach i różowościach, oczywiście, wypełnia płótna przyjemnie. Wystarczą jednak jedynie kwiaty i owady. Pastelowe jak ludzka skóra, prześwitujące płatki z siecią drobnych żyłek, cieniowane coraz głębszą czerwienią lub fioletem wnętrza kielichów, krople wilgoci spływające z satynowym połyskiem w surrealistycznym towarzystwie mrówek.